Nasza recenzja

REFlekcje o miłości apdejtowanej selfie

Przyzwyczaił słuchaczy do kilku wydawnictw rocznie, na których łączył sztukę muzyczną z aspektami wizualnymi jak film czy komiks, co rusz uruchamiał inny pomysł na twórczość (np. album nagrany bez użycia instrumentów), tworzył projekty opowiadające o historii Polski. A co zrobił teraz? Nagrał chyba najprostszą płytę w swojej karierze. I najbardziej gorzką.

Kiedy taki facet jak Łukasz L.U.C Rostkowski porusza temat miłości, od razu można się domyślić że nie będzie tam ckliwej bajki. Zresztą nie można tego wymagać od rapera, który nowym albumem daje do zrozumienia że jest na skraju załamania nerwowego po bolesnym zakończeniu długoletniego związku. I o tym właśnie są w całości "REFlekcje".

O warstwie tekstowej nie ma się co rozwodzić, a pozwólcie że nie ośmielę się jej oceniać. Bo tutaj nie ma nic innego jak wyrzucanie z siebie całego g*wna jakie leży na sercu raperowi. Często pojawiają się zarzuty że znowu L.U.C  nawija bez kontekstu i składni, jednak jak ktoś zna dobrze jego albumy, to musiał to pokochać już dawno. Inaczej już dawno wyrzucałby jego płyty do młocarni. Śpiewając (czy raczej rapując) o miłości łatwo popaść w patos czy idealizowanie. Nie wiem jak ten facet to robi, ale uniknął tego lepiej niż Neo kul agenta Smitha.

Napisałem na wstępie, że płyta jest "prosta"? Bo tak jest. Mamy typowe dla producji hip-hopowych bity i słowa Łukasza. Ale Łukasz nie byłby sobą, gdyby nawet nagrywając album autoterapeutyczny nie posilił się na jakiś eksperyment. Tym razem w swoje bity i nawijki wplótł utwory swojego dzieciństwa w wykonaniu Haliny Frąckowiak, Ireny Jarockiej, Krystyny Prońko czy Stanisława Sojki. Moim zdaniem, ten zabieg wypadł niezwykle przekonująco. Co ciekawe, Łukasz najpierw nagrał album, a dopiero później poprosił autorów/spadkobierców o zgodę na wykorzystanie nagrań. Bo - szczerze mówiąc - bez tych fragmentów album brzmiałby nie dość że bardzo surowo, to w dodatku jednostajnie.

Parafrazując jeden z utworów - "Pożar w burdelu życia" Łukasza jawi się nam jako rzecz obowiązkowa do posłuchania dla wszystkich zakochanych, kochających i odkochanych. Jako lekcja i przestroga.

Komentarze: