Nasza recenzja

Mikromusic w Capitolu

Jeśli miałbym wskazać jakie zespoły mnie irytują, mimo że absolutnie nie mogę nic zarzucić w kwestii talentu czy twórczej kreatywności, to wrocławskie Mikromusic przychodzi mi na myśl jako pierwsze. Zespół ten ma w sobie coś takiego, co nie pozwala mi go polubić choć trochę, a z drugiej strony to coś nie jest na tyle wystarczające, bym mógł spisywać ich na straty. A usłyszenie i zobaczenie koncertu jaki Mikromusic dało we wrześniu we wrocławskim Capitolu wcale tej sytuacji nie poprawiło.

Co w sumie nie powinno być niczym dziwnym, ponieważ wydawnictwa "live" są kierowane przede wszystkim do fanów - tych, którzy te utwory znają i lubią, na koncercie wyśpiewują je z wokalistą i lubią ich aranżacji posłuchać. Co prawda, niektóre albumy "live" mają taką moc sprawczą, że mogą niesympatyków zespołu przekonać do ich twórczości. Mikromusic ze mną się to nie udało.

Na krążkach CD i DVD mamy zapis koncertu, jaki wrocławski zespół dał w Teatrze Muzycznym Capitol. Poza standardowym, sześciosobowym składem zespołu, mamy również gościnnie septet smyczkowy. Grupa jest niedługo po wydaniu albumu Piękny koniec, z którego to pochodzi jeden z ówczesnych hitów tablic Facebooka - Takiego chłopaka, zatem to materiał z tej płyty dominuje w koncercie. Nie wiem jak ci bardziej obeznani z zespołem, ale mi tutaj Mikromusic jawi się jako - najmocniej przepraszam za wyrażenie - banda nudziarzy. Już nawet nie chodzi o to, że utwory są bardzo spokojne i wręcz jednostajnie wykonane (komuś może się to podobać, to proszę bardzo, ja z tym nie dyskutuję), a Natalia Grosiak usypia swoim śpiewem (mimo że technicznie jest bez zarzutu). To nie brzmi po prostu jak "live". Publiczności prawie tam nie ma, interakcji z nią zespół też niemal w ogóle nie nawiązuje, jedynie wchodzą na scenę, robią koncert, i dziękujęmy państwu, zapraszamy ponownie. Tylko ja po takim koncercie raczej nie przyszedłbym na kolejny. O ile dotrwałbym do końca.

Pisałem na wstępie, że nie jestem w stanie spisywać Mikromusic na starty? Bo dalej tak jest. Zespół muzycznie wykonuje dobrą robotę w swoim gatunku, jest wszystko poprawnie technicznie, od strony czysto muzycznej jest wszystko w porządku - za samo to mógłbym dać szóstkę do dziennika. Nie chcę absolutnie zespołu obrażać, ani też jego wielbicieli, którzy takim koncertem mogliby być zachwyceni. Dla mnie jednak album "live", powinien przekazywać jakąś energię, móc wywołać w słuchaczu uczucie "jejku, jak bardzo chciałbym tam wtedy być". Niestety, ja tutaj tego nie czuję.

Komentarze: