Nasza recenzja

Paparanoja

Co należy robić, jeśli jest się zespołem rock-folkowym mającym na koncie utwory na szczytach wszystkich możliwych list przebojów, album sprzedany w nakładzie podwójno-platynowym i sukces komercyjny zbudowany na prostych, niesamowicie skocznych melodiach z ukrainskim sznytem i elementami ska? Enej zna na to odpowiedź - nie zmieniać nic i kolejną płytę nagrać równie przebojową.

Tak w skrócie można opisać powstanie czwartego albumu olsztyńskiej grupy, zatytułowanego Paparanoja. Grupa na fali wielkiego sukcesu poprzedniego Folkhorod i wszędobylskich hitów, postanowiła nie ryzykować i na nowej płycie ponownie robić energetycznego folk-rocka z elementami ska i ukraińskich inspiracji. Jest to, owszem, bezpieczne pójście na łatwiznę, ale ja zespołowi nie biorę tego jak zarzut. Bo cenię Eneja, że potrafił w sobie rozkochać Polaków brzmieniami mocno niepasującymi do obecnych muzycznych trendów. A to spora sztuka.

Paparanoja już od otwierającego album singlowego Nie chcę spać dosłownie uderza nas przebojowością i zaraźliwością brzmienia. Niejeden kawałek na tej płycie może podzielić los hitu Tak smakuje życie, jak Moja Mery Lu z potężnymi dęciakami, Siedmiomilowa szansa wyrwana z romskiego wesela, tytułowy utwór z zacięciem latino oraz finalne Wychowała nas ulica, które ma czad nie gorszy niż Luxtorpeda. Celowo nie wspominam o już hitowym Zbudujemy dom, bo słuchając innych bangerów z płyty (nie, nie boję się użyć tego słowa), to ten wypada dość jednostajnie. A kiedy usłyszałem Mnohaya Lita i Sliozy Kamiani, które na Paparanoi są najmocniej zmiksowanymi koktajlami, to aż zastanawiałem się czy przypadkiem nie odpaliłem którejś z dawnych płyt Gogol Bordello.

Na tle wcześniej wymienionych, energetycznych kawałków równie mocno bronią się również kabaretowe Kamień z napisem LOVE i mocno kojarzące się z Bregovicem Hory Moi. Ten pierwszy rozbawi do łez, a drugi lekko pokołysze słuchacza.

Paparanoja nie pokazuje zespołu z nowej strony, ani nie odkrywa niczego zaskakującego w kategorii grania tradycyjnego pod komercję. Za to z powodzeniem - jak poprzednie dokonania grupy - uwodzi słuchacza i wywołuje chęć wywijania hołubców. Enejowi to chyba w zupełności wystarcza.

Komentarze: