Nasza recenzja

Strangers To Ourselves

Ikona amerykańskiego rocka niezależnego przypomina się nowym albumem po trwającej aż osiem lat studyjnej ciszy. Ciężko ogarnąć ten materiał nawet po kilku podejściach: po prostu tyle się tutaj dzieje. Ale warto stopniowo odkrywać dźwiękowe zakamarki „Strangers To Ourselves”.

Można odnieść wrażenie, że Isaac Brock – prawdziwy spritus movens – zespołu chciał wynagrodzić fanom długą przerwę między kolejnymi płytami i postanowił wypełnić kompakt do oporu.. „Strangers To Ourselves” zawiera 15 kompozycji, tak różnorodnych, że chwilami wprost trudno uwierzyć, że to dzieło jednej kapeli.

Całość otwiera klimatyczna ballada tytułowa, którą spokojnie mogliby nagrać Pink Floyd w czasach „Meddle” na przykład. Przebojowy „Lampshades on Fire” to z kolei granie a la późny The Clash. Co tam jeszcze? Jest wodewilowo („Sugar Boats”), kabaretowo (kiedy bawią się w pastisze country oraz muzyki tanecznej), mignie nawet coś z klimatów Coldplay... No kolorowo jest, nie da się ukryć. Inna sprawa, że nie zawsze Brock trafia w dziesiątkę ze swoimi muzycznymi odlotami.

Ale słabsze fragmenty na szczęście pozostają w mniejszości. A dla takich perełek jak: „Ansel”, „The Tortoise and The Tourist”, wspomniana wcześniej tytułowa ballada, czy finałowy „Of Course We Know” chce się wracać do tego albumu po raz kolejny...

Modest Mouse – Strangers To Ourselves

Data premiery: 17.03.2015
Wydawca: Sony Music Polska

Tracklista:
1. Strangers to Ourselves

2. Lampshades on Fire

3. Shit in Your Cut

4. Pistol (A. Cunanan, Miami, FL. 1996)

5. Ansel

6. The Ground Walks, with Time in a Box

7. Coyotes

8. Pups to Dust

9. Sugar Boats

10. Wicked Campaign

11. Be Brave

12. God is an Indian and You're an Asshole

13. The Tortoise and the Tourist

14. The Best Room

15. Of Course We Know

Komentarze: