Nasza recenzja

Cyniczne córy Zurychu

Artur Andrus - dziennikarz, poeta, artysta kabaretowy, wokalista, autor tekstów i konferansjer. Człowiek renesansu XXI stulecia, który od lat zjednuje sobie kolejne pokolenia Polaków.

Uroda nie koniecznie sceniczna, głos mocno przeciętny, życie osobiste mało skandaliczne, a mimo to  właśnie ten artysta jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i popularnych postaci polskiej sceny muzycznej, zaś jego płytą biją kolejne rekordy sprzedaży.. Cóż zatem wyjątkowego ma w sobie  ta twórczość muzyczna, iż piosenki Artura Andrusa  królują  i rozbrzmiewają od Bałtyku aż do Tatr..? Odpowiedź wydaje się bardzo prosta - sprawia ona radość i przyjemność każdemu słuchaczowi, bez wyjątku. Czy najnowszy album artysty - "Cyniczne córy Zurychu" także wpisuje się w tę powyższą zasadę..? O tym postaram się opowiedzieć w niniejszej recenzji tegoż albumu.

 "Cyniczne córy Zurychu" to zbiór 13 utworów muzycznych, utrzymanych w tradycyjnym, kabaretowym klimacie.  Strona tekstowa to oczywiście zasługa Artura Andrusa, aranżem i warstwą muzyczną zajęli się Łukasz Borowiecki i Wojciech Stec, czyli muzycy odpowiedzialni za poprzedni wielki album artysty - "Myśliwiecką".  Do udziału w tym projekcie zaproszono także wielu zaproszonych przez artystę gości i przyjaciół.

Płyta jest niezwykle różnorodną mieszanką piosenek, z których każda jest zupełnie inna, zarówno pod warstwą muzyczną, jak i językową. Jeśli chodzi o muzykę to odnajdziemy tutaj doskonale Nam już znane motywy warszawskich kapel podwórkowych, lekko dancingowe standardy jazzowe, piosenkę biesiadną, rockowe ballady, orientalne klimaty folkowe z domieszką techno.. - jednym słowem wszystko, co tylko istnieje w muzyce i z czego można wykonać pastisz na najwyższym poziomie. Oczywiście nie muszę dodawać, iż wykonanie instrumentalne tychże utworów stoi na bardzo wysokim poziomie, zaś rozbrzmiewające tutaj trąbki, klarnety, fortepian, akordeon, mandolina, gitary i perkusje, tworzą świetną, spójną i dźwięczną całość idealnie pasującą do, bądź co bądź, jakże charakterystycznego melo recytaroskiego głosu Artura Andrusa.

Muzyka muzyką.., ale to teksty na tej płycie są najważniejsze! Ach.., czegóż tutaj nie usłyszmy, czegóż sobie nie wyobrazimy i czymże nie zostaniemy zaskoczeni i zauroczeni przez Pana Artura. I tak oto poznamy przejmującą historię tureckiego ojca sześciu wielce ambitnych córek, odwiedzimy nocny Manhatan wraz z zagubionym zajączkiem, poczujemy ból kolana pewnego starego ułana, dowiemy się wielu informacji o pewnej miłośniczce rudych psów, czy też poznamy wzruszającą historię stokowego marynarza spod Poznania.., i wiele, wiele innych niezwykłych opowieści. Absolutna jazda bez trzymanki, zabawa słowami, znaczeniami, symbolami i skojarzeniami.., które mogły przyjść do głowy tylko i wyłącznie Arturowi Andrusowi:) Co ważne, teksty te są nie tylko zabawne ale także i bardzo mądre, wskazujące często na wszelkie dziwne i nie do końca logiczne sytuacje w życiu człowieka. Wielką siłą tych piosenek jest bowiem ironia i umiejętność śmiania się z samego siebie, zarówno w odniesieniu do autora, jak i do Nas samych  - słuchaczy. To spojrzenie na rzeczywistość poprzez krzywe zwierciadło, które uśmiechem łagodzi prawdę o tym, jak wygląda dzisiejszy świat..

 Właściwie to trudno byłoby Mi wybrać kilka najlepszych utworów na tej płycie, gdyż każdy z nich ma w sobie to coś, co każe odsłuchiwać go po wielokroć, by odkryć w pełni jego wartość i przekaz. Mogę za to wskazać te piosenki, które wpadły Mi szczególnie "w ucho" i chodzą za Mną od kilku dni. Takim utworem jest z pewnością "Orzeł może" - bardzo żywa i dowcipna analiza współczesnego polskiego  mężczyzny. Równie wielkie wrażenie wywiera piosenka pt. "Nazywali go Marynarz – szanta narciarska", przywołująca na myśl najlepsze czasy polskich szant, w bardzo niecodziennym wydaniu. Oczywiście nie można przejść obojętnie obok tytułowych "Cynicznych cór Zurychu", które porywają nie tylko serce ale i ciało do tańca, a skrzeczący śpiew Andrusa "ala Turek" - bajka:)! Jeśli zaś jesteśmy już lekko znudzeni brzmieniem polskich kolęd i pastorałek, polecam "Bambino Jazzu", które stanowi naprawdę ciekawe i nowatorskie podejście do polskiej kolędy:) I wreszcie na koniec "Twarz Moniuszki", którą po prostu trzeba posłuchać na własnej skórze i przetrawić zgodnie z własną skalą odporności na "podwórkową łacinę";)

 Wokal Artura Andrusa to z kolei..., wokal Artura Andrusa, i na tym poprzestańmy ocenę;)

"Cyniczne córy Zurychu" to genialny album, który doścignął, a być może nawet i prześcignął swoim poziomem poprzednią płytę artysty.  Dowcipny, pomysłowy, inteligentny i perfekcyjnie wykonany pokaźny kawałek muzyki rozrywkowej, idealny zarówno do słuchania w samotności jak i do różnego rodzaju imprez rodzinnych ze szklaneczką w ręku. I tylko taka refleksja Mnie nachodzi.., iż dopóki taka muzyka będzie w Naszym kraju wygrywać z muzyką disco polo.., to nie jest z Nami tak do końca całkiem źle..;)




Spis utworów:

1. Nie zaczynaj 
2. Baba na psy 
3. Szalona Krewetka 
4. Mona Lisa – rodowód 
5. Orzeł może 
6. Nazywali go Marynarz – szanta narciarska 
7. Diridonda 
8. Cyniczne córy Zurychu 
9. Biodro ułana 
10. Zając na Manhattanie 
11. Bambino Jazzu 
12. Twarz Moniuszki 
13. Baba na psy – kynologiczny rock liryczny

Komentarze: