Nasza recenzja

Who I Am

Niespełna 17-letni Abraham Mateo nie jest może u nas mocno popularny, za to w ojczystej Hiszpanii jest wielką gwiazdą. I konsekwentnie pracuje na ten status już od 11. roku życia. Niespecjalnie rozumiałem ten fenomen, póki nie dotarł do mnie trzeci album hiszpańskiego bożyszcza dziewczęcych serc - Who I Am.

Kiedy odpaliłem ten krążek, do mych uszu dobiegły nieźle chwytliwe utwory w stylu pop z domieszkami rytmów latino i modnego, nie agresywnego EDM. Bardziej jednak zastanowiłem się, czy przypadkiem nie słucham Michaela Jacksona. Młody wokalista bowiem wielokrotnie swoją barwą przypomina śpiewanie Króla Popu, a w muzyce niejednokrotnie słychać inspiracje jego muzyką. Teraz już ten fenomen młodego hiszpana nie dziwi mnie ani trochę.

Na tej płycie mamy w zasadzie hit za hitem. Klubowe Eres Como el Aire, Torture i Mi Circo rozerwą na dyskotekach, Golden Heart i It's U romantycznie nastroją, a całość jest bardzo przebojowa. Nic więcej od tego typu muzyki nie można oczekiwać, a dostałem nawet więcej niż bym się spodziewał. Wątpiłem, że 17-letni wokalista, który wizerunkowo mocno kojarzy się z muzykami pokroju Justina Biebera czy Austina Mahone, może mieć cokolwiek ciekawego do zaoferowania. A tu niespodzianka, bo odtwarzam ten album po raz trzeci z rzędu bez uczucia żenady.

Jasne, że nie jest to album który będę słuchał dużo i często. M.in. ze względu na język wokalisty. Bądźmy szczerzy, wokaliści z językami europejskimi nie są u nas na wielkim popycie i wątpię, by przebojowy Abraham mógł w stanie to zmienić. Wokalista na swoich piosenkach śpiewa w dwóch językach, często wplątując całe angielskie zdania do hiszpańskojęzycznych zwrotek i refrenów, co nie jest do końca udanym zabiegiem stylistycznym. Zwłaszcza, że akcent chłopaka po angielsku brzmi nieco topornie. W ojczystym języku mu zdecydowanie lepiej.

Jeśli nie macie pomysłu co sprezentować waszym młodszym siostrom/koleżankom - najnowszy album Abrahama będzie w sam raz.

Komentarze: