Nasza recenzja

Jackie

Bałem się nowej płyty Ciary. Nagrana tuż po bolesnym rozstaniu z ojcem swojego pierwszego dziecka, nazwana imieniem matki, promowana bardzo mierną balladą. Co zatem dostałem na Jackie? Najlepszy materiał Ciary od lat.

Zaczyna się jak u Hitchcocka - tytułowa kompozycja to r&b-trapowo-dubowa eksplozja, a im dalej w album tym napięcie nie opada. Podobnie zbudowane są również Stuck On You i One Woman Army (tylko nie wiem po co to intro w tym drugim). Dance Like We're Making Love to Ciara jaką pokochaliśmy z lat 1,2 Step z dozą nieudawanego  romantyzmu. Give Me Love to całkiem udany mariaż r&b z epoką disco lat 90, a Fly to podręcznikowy pop-EDM.

Ciara potrafiła też być liryczna - I Got You to wzruszająca kołysanka dla synka (którego głosy słyszymy w tym utworze), na podobną zapowiada się też Lullaby, ale tu zaraz potem wchodzi melodyjny beat. Oprócz tego, tylko Kiss & Tell zwalnia tempo, ale wciąż trzyma poziom.

Bez żalu wyrzuciłbym z płyty nienajlepiej czerpiące z ejtisowego brzmienia That's How I'm Feelin (niech nas Zeus broni przed wszędobylskim Pitbullem!) i nawet singlowe I Bet, bo daje zupełnie błędne wrażenie o całej płycie. Ale zupełnie rozumiem przyczynki Ciary do stworzenia takiego kawałka i wydania go jako kawałek promujący. Tyle że wartość promocyjną ma on znikomą.

Kiedy Beyonce wydawała swoją ostatnią płytę, w branży muzycznej żartowano że "wydawanie albumu o którym nikt nie wiedział to nic nowego, bo Ciara robi to cały czas". Coś w tym jest, zwłaszcza patrząc na słupki sprzedaży albumów księżniczki crunk&B. Będę trzymał kciuki żeby najnowszy, szósty longplay nie podzelił tego losu. Nie zasługuje.

Komentarze: