Nasza recenzja

Mad Max: The Fury Road OST

Patos, ogień, ryki, akcja, emocji tyle że głowa pęka. Tak można by najkrócej określić soundtrack do najnowszego filmu George'a Millera - "Mad Max: Na drodze gniewu".

Tom Holkenborg doskonale jest znany wielbicielom muzyki elektronicznej jako Junkie XL - wydał kilka autorskich płyt i tworzył remixy między innymi dla Britney Spears, Madonny czy Depeche Mode. Kinomani kojarzą go jako kompozytora m.in. w "300: Początek Imprerium", "Resident Evil" czy "Niezgodnej". Jednak to soundtrack do nowego Mad Maxa z powodzeniem będzie mógł wprowadzić go do panteonu najważniejszych kompozytorów w Hollywód. Nie, nie przesadzam.

Bo wyobraźcie sobie, jak można zobrazować muzycznie film post-apokaliptyczny, gdzie głównym tematem są pościgi olbrzymimi automobilami (kto widział chociażby trailery, nie użyje słowa "samochody") w palącym słońcu? Holkenborg postanowił to zrobić techniką wrzucania do jednego kotła wszystkiego co się nawinie. Jako trzon większości kompozycji mamy klasyczne symfonie, z czego ich konstrukcja wygląda wszędzie tak samo - zaczynamy brutalnym atakiem w uszy, rozkręcamy się do wyższego tempa, zza rogu wyjeżdża następny element (zaraz o nich wspomnę), a za sekundę mamy kraksę stylistyczną. Tak, zgadza się - porównałem soundtrack do klimatu wyścigu samochodowego. Filmu wciąż nie widziałem, ale jeśli panuje w nim taka sama akcja jak na soundtracku to chyba się go ogląda bez ani jednego mrugnięcia.

Jakie to "elementy" wykorzystał Junkie XL? Pierwsze, co się rzuca w uszy, to wpływy rockowe zakrawające momentami o heavy metal. Ostre, agresywne gitary słyszalne w co drugiej kompozycji potęgują efekt grozy i czyhającej zza skały śmierci pod kołami lub od kul karabinu. Potem Holkenborg nam przypomina, że jednak jest twórcą muzyki elektronicznej i nagle dowala jakimś przesterem zniekształcającym klasyczne dźwięki lub je ubogacające. Jest to taki mariaż, który na pewno będzie żył długo i szczęśliwie. Jasne, są spokojniejsze i liryczne momenty na soundtracku. Ale w porównaniu do rozbuchanej całości - są to dosłownie momenty.

A teraz najmocniej państwa przepraszam, ale tak mi łeb pęka od nadmiaru emocji, że... muszę iść jak najprędzej go kina.

Komentarze: