Nasza recenzja

Get To Heaven

Podczas słuchania nowego albumu tej brytyjskiej kapeli, zacząłem się mocno zastanawiać czy członkowie mają jakieś afrykańsko-jamajskie korzenie, czy nie wystąpił gościnnie tam może któryś z członków Red Hot Chili Peppers, no i w ogóle jak to się stało że ten album wyprodukował koleś od hitów Kylie Minogue, Madonny, The Killers i Pet Shop Boys.

Get To Heaven od panów z Everything Everything zaskoczył zapewnie nie tylko mnie. Choć w swoim przypadku upatruję źródła również w tym, iż nie jestem zaznajomiony z wcześniejszą twórczością tej kapeli. Ale fakt faktem - ta płyta bardzo mnie oczarowała.

Pozwolę sobie na osobistą dygresję - drażni mnie nazywanie wielu zespół dookoła "indie rockiem" czy nawet "alternatywą". EE również często się tę łatkę przypisuje. Totalnie krzywdząco - bo indie to mogą sobie być The Cribs czy Arctic Monkeys. Tę muzykę nazywajmy funk-rockiem, reggae-rockiem, nawet rockiem eksperymentalnym. Byle nie indie, bo strasznie ich tym skrzywdzimy. Albumy indie-rockowe nie nadają się do tańca.

Czy ja właśnie napisałem "do tańca"? Tak jest. Get To Heaven to kilkanaście kompozycji nie dość że chwytliwych, to jeszcze mocno kołyszących. Nad zespołem unosi się duch wczesnego Red Hot Chili Peppers (tego jeszcze z czasów Mother's Milk), aż roi się tutaj od wpływów gospel (ale to chyba zasługa niezwykle charakterystycznego głosu wokalisty) i naleciałości reggae. Takie eksperymenty łykam w całości bez popicia i polecam!

Komentarze: