Nasza recenzja

Box of Feathers

Kiedy 2 lata temu usłyszałam po raz pierwszy „Trifle” z płyty „At Glade”  wiedziałam, że niełatwo będzie się oderwać od tego, co wykonawca tworzy i umiejętnie przekazuje światu. Nie wiem dlaczego akurat ten utwór był dla mnie premierowy, jeśli chodzi o twórczość Fismolla, ale na pewno spełnił swoją funkcję pierwszego utworu na płycie, wzbudził ciekawość, zachwyt i chęć wysłuchania wszystkiego, co „At Glade” oferuje.

Po dwóch latach od wspomnianej premiery płytowej Fismoll wydaje 29 czerwca kolejny album pod nazwą „Box of Feathers”. Nie ukrywam, że z wielką uwagą przyglądam się twórczości tego młodego człowieka i tej płyty wyczekiwałam, jak mało której, polskiej w tym roku. Słucham, delektuję się i marzę, odkąd mam „pudełko piór”  w rękach. Przez niespełna 40 minut dostaję tyle, że nie sposób ogarnąć i zrozumieć. Osiem przepięknych nagrań, pełnych życia, które toczy się swoim rytmem. Czuć w powietrzu świeżość i lekkość. Już od pierwszych dźwięków wiadomo, że mam do czynienia z czymś wyjątkowym, czymś, co ciężko określić i wytłumaczyć.

Płytę otwiera wcześniej przedstawiony w mediach i zapowiadający wydawnictwo „Eager Boy”. Bardzo delikatnie i powoli Fismoll wprowadza tym nagraniem słuchacza w swój świat. Nie zmienia dawki emocji do ostatniego dźwięku. Każdy utwór to opowieść, pełna wrażeń i uczuć. Wbrew pozorom to płyta optymistyczna i pełna miłości do tego, co nas otacza. Przynajmniej ja ją tak odbieram. Po pierwszych przesłuchaniach nie bardzo mogłam zrozumieć, dlaczego wydana została w okresie letnim, przecież jest tak jesienna i wręcz przytulona mocno do października czy listopada. Ale szybko zweryfikowałam swoje pierwotne odczucia, bo to muzyczna podróż, w którą można się wybrać o każdej porze roku. Nie wyróżniam żadnego z utworów, bo wszystkie tworzą całość, niezwykle dojrzałą, prawdziwą, umiejętnie przekazaną, mającą nieprawdopodobny ładunek emocjonalny.  „Box of Feathers” jest absolutnie dla każdego, kto szuka wrażeń, kto chce zatopić się w dźwiękach gitar, instrumentów smyczkowych i przepięknym głosie, który długo jeszcze, po wysłuchaniu płyty brzmi w uszach. Kiedyś w jednym z wywiadów Fismoll stwierdził, że chciałby tworzyć taką muzykę, która będzie oddawać smak, zapach i dotyk. Stwierdzam z całym przekonaniem, że właśnie taką muzykę przedstawił. Mnie „Box of Feathers” przeniosło w inny wymiar i inną rzeczywistość.  Posłuchajcie i miejcie odwagę zmierzyć się z taką dawką emocji. Naprawdę warto.

Komentarze: