Nocny Kochanek: Heavy metal wcale nie musi być pompatyczny!

Nocny Kochanek: Heavy metal wcale nie musi być pompatyczny!

Nocny Kochanek jest jednym z nielicznych zespołów na polskiej scenie metalowej, który swą muzyką stara się przede wszystkim rozbawić słuchacza - przy okazji, samemu również czerpiąc ze swej muzyki wiele frajdy. Jajcarskie alter ego od dawna znanego i lubianego zespołu Night Mistress niczym pendolino mknie przez Polskę, weekend po weekendzie prezentując na żywo materiał ze swej debiutanckiej płyty "Hewi Metal". O kulisach powstawania tego albumu, marzeniach i planach na przyszłość oraz szkolnych przygodach - niekoniecznie w roli uczniów - specjalnie dla naszego serwisu opowiadali dwaj członkowie zespołu - Krzysiek Sokołowski i Robert Kazanowski.

Mateusz M. Godoń, wyspa.fm: Od kilku miesięcy objeżdżacie całą Polskę w trasie promującej wasz pierwszy album we wcieleniu Nocnego Kochanka, zatytułowany "Hewi Metal". Skąd w ogóle wziął się pomysł na wydanie takiej płyty?

Krzysiek Sokołowski: Sam pomysł na płytę zrodził się dopiero po trzecim kawałku, który nagraliśmy pod szyldem Nocnego Kochanka. Pierwszym kawałkiem był "Minerał Fiutta", później pojawił się "Wielki wojownik". W "Wielkim wojowniku" pojawiła się postać Andżeja, co nas następnie zmotywowało - za namową wielu ludzi - do tworzenia kolejnych utworów opiewających tę sławetną postać. Dopiero po trzecim kawałku - właśnie po "Andżeju..." pomyśleliśmy, że może warto byłoby nagrać całą płytę w takim klimacie. No i tak pomału, bez większego ciśnienia, zaczęliśmy tworzyć kolejne utwory. Namówiliśmy Bartka Walaszka (właściwie, to nie dał się zbyt długo namawiać!), żeby zrobił z nami jakiś kawałek na tą płytę - i tak powstał "Karate", do którego wspólnie z Bartkiem zrobiliśmy tekst, a następnie muzykę. To był właśnie ten moment, w którym ostatecznie zdecydowaliśmy się na wydanie takiego albumu...

Robert Kazanowski: W międzyczasie jeszcze został napisany "Wakacyjny" - po nagraniu "Karate", wraz z trzema pierwszymi piosenkami i "Wakacyjnym" mieliśmy pięć numerów. Wystarczyło dograć drugie tyle, by mogła wyjść płyta - szkoda było więc z tej okazji nie skorzystać...

K: I tak od próby do próby, te brakujące kawałki powstawały - często bardzo spontanicznie.

M: A jak powstawały te utwory? Czym się inspirowaliście przy ich tworzeniu?

R: Inspiracje były różne. Na przykład "Diabeł..." powstał bardzo szybko - Krzysiek podszedł do mnie i powiedział, żebym pomyślał nad takim "sabbathowym" numerem - w starym klimacie, który ja uwielbiam. Na następną próbę przygotowałem jakiś riff - pobrzdękaliśmy nad nim trochę cały dzień, poskładaliśmy do kupy efekty tych brzdękań i tak powstał ten kawałek.

K: To było tak, że kiedyś na próbie rzuciłem do reszty chłopaków, iż przydałby nam się taki numer, dzięki któremu płyta byłaby bardziej zróżnicowana - taki trochę spokojniejszy, w średnim tempie lub nawet niższym, niż średnie - i przyszedł mi do głowy taki pomysł na opowieść o... 16-letnim sataniście. "To będzie dobry motyw na płytę heavy metalową", pomyślałem i powiedziałem Kazonowi, że skoro takie diabelskie klimaty chcemy stworzyć, to może pomyślałby nad takim riffem w stylu Black Sabbath. No i na następną próbę Kazon przyszedł z tym "sabbathowym" riffem, co było o tyle zabawne, że Kazon niespecjalnie lubi Black Sabbath...

R: ...lubię, ale nie z Ozzym!

K: No właśnie. A ja akurat chciałem, by to był kawałek pobrzmiewający takimi wczesnymi Sabbathami, z Ozzym właśnie. I Kazon przyszedł na próbę z riffem, który brzmiał prawie identycznie, jak kawałek Sabbathów zatytułowany "Black Sabbath". "Kazon, czy ty w ogóle jesteś świadomy, że jest taki numer, który tak brzmi?", spytałem. "Nie wiem, coś tam słyszałem...", odpowiedział Kazon. Autentyk! (śmiech). Podobnie do "Diabła z piekła" powstawało wiele innych piosenek - na przykład "Ostatni numer". Siedzieliśmy na próbie i stwierdziłem, że nie mamy jeszcze takiego kawałka, który by tak "zapieprzał" - takiego, żeby był taki "painkillerowy". Jak poprzednio, poprosiłem Kazona, by coś przygotował na kolejną próbę, która wypadała akurat na następny wtorek. "Dobrze", odpowiedział Kazon...

R: Ale chwilę później, w trakcie przerwy na tej samej próbie, Domino (perkusista grupy - przyp. red.) zaczął napierdzielać jakiś szybki groove. Miałem jakiś stary riff w głowie i zaczęliśmy napierdzielać we dwóch - i w ten sposób w krótkim czasie powstał zarys całego numeru. Praktycznie trzy czwarte piosenki było wtedy gotowe, tylko refren dopisaliśmy potem przy okazji koncertu, który graliśmy razem z KATem w weekend kończący tamten tydzień.

K: Podsumowując, wydaje mi się, że fajne jest to, że nasze numery powstają tak bardzo spontanicznie, w rodzinnej atmosferze...

R: Nienawiść, krzyki, kłótnie... (śmiech).

K: ...i w różnych okolicznościach - nie tylko na próbach, ale też przy okazji koncertów.

M: A skąd się wzięła ta idea na to swoiste "rozdwojenie jaźni" zespołu - bo Night Mistress i Nocny Kochanek to są w zasadzie dwa odrębne projekty...?

R: Jako Night Mistress staramy się zachować dużą powagę... no może nie do końca (śmiech). Ale traktujemy naszą Mistressową twórczość bardziej serio - nawet technicznie jest to dużo bardziej zaawansowane, skomplikowane granie, niż w przypadku Nocnego Kochanka. Kochanek ma z założenia być śmieszny i prosty - to są proste riffy, proste melodyjki...

K: Może to wynika z tego, że sami troszkę cierpimy na takie "rozdwojenie jaźni", bo z jednej strony musimy być napuszeni i pompatyczni, ponieważ gramy heavy metal...

R: Mów za siebie!

K: ...a nie, przepraszam - Kazon zawsze jest napuszony i pompatyczny! (śmiech). A tak serio: to z drugiej strony, mamy czasami dość takiego stereotypowego postrzegania wizerunku heavymetalowca i chcemy przekazać ludziom nasze rozumienie heavy metalu - czyli pokazać, że heavymetalowcy w naszym kraju potrafią być wyluzowani i mają bardzo duży dystans do samych siebie.

M: A sama nazwa skąd się wzięła? Jak w ogóle wyglądały początki zespołu?

K: Sam zespół powstał ponad 12 lat temu - w końcówce 2003 roku. Początkowo zespół nazywał się Nemezis - ponieważ jednak istniały już inne kapele o takiej nazwie, postanowiliśmy ją zmienić, jednak w taki sposób, by zostać w klimacie Nemezis, która nawiązywała luźno do mitologii greckiej. Była ona zwana także "Córką Nocy" - i dlatego właśnie przechrzciliśmy się na Night Mistress. Po wielu latach, w jednym z odcinków "Kapitana Bomby" Bartek Walaszek umieścił nas pod szyldem Nocny Kochanek, to tworząc kolejne numery po polsku - te nagrywane nie do końca na poważnie - postanowiliśmy pozostać przy tej nazwie i w ten oto sposób Bartek Walaszek został naszym ojcem chrzestnym.

M: Jak to się w ogóle stało, że nawiązaliście kontakt i współpracę z Bartkiem Walaszkiem?

K: Artur, nasz basista, jest dużym fanem "Kapitana Bomby" i w ogóle twórczości Bartka Walaszka pod każdą postacią. Myślę, że... powiedzmy to! (śmiech). Myślę, że gdyby Artur był kobietą, to by bajerował Walaszka na każdym koncercie! A tak - najlepsze jest to, że i tak go bajeruje, chociaż jest chłopem... i tu pewien dysonans się wkrada! W każdym razie - Artur kiedyś pisał dużo z Bartkiem, bo chciał od niego wyciągnąć muzykę z jakichś filmów. Nawiązali kontakt, można powiedzieć, że się zakumplowali - i Walaszek dowiedział się od Artura, że Artur gra w zespole metalowym. A że Bartek trochę takich klimatów też zna, zresztą sam kiedyś grał na perkusji w Nunczakach Orientu (zespole, który pisał większość muzyki do "Kapitana Bomby") - zainteresował się tematem i dogadał się z Arturem, że możemy mu w razie potrzeby udostępnić naszą muzykę do filmów i od tamtego momentu zaczął regularnie wykorzystywać mniejsze lub większe fragmenty w swoich kreskówkach. Zaczęło się to sprawdzać, zapytał więc, czy nie zrobilibyśmy dla niego numeru do pełnometrażowej wersji filmu o przygodach Kapitana Bomby, czy do "Zemsty Faraona" - i tak powstał "Minerał Fiutta". Co ciekawe, klip do tego utworu był zarazem trailerem "Zemsty Faraona".

M: Oprócz tego, że jesteście kojarzeni z muzyką z "Kapitana Bomby", bywacie też postrzegani jako tacy "protegowani" Braci Figo Fagot. Z czego to wynika?

K: Wynika to zapewne z tego, że od kiedy zaczęliśmy współpracę z Bartkiem i coraz bardziej regularnie pojawialiśmy się w jego produkcjach, ta nasza "jajcarska" odsłona zaczęła być postrzegana jako pokrewna twórczości Braci Figo Fagot. Od słowa do słowa, zgadaliśmy się na wspólne koncerty. A że z Braćmi naprawdę dobrze się dogadujemy, to zagraliśmy tych koncertów naprawdę mnóstwo. Ludzie zaczęli w pewien sposób łączyć nasze zespoły - pojawiło się takie skojarzenie, że jeśli występują Bracia Figo Fagot, to Nocny Kochanek na pewno gra razem z nimi. Pamiętam nawet taką sytuację, że miał odbyć się koncert Braci Figo Fagot w Olsztynie czy w Częstochowie, w którym my nie mogliśmy wraz z nimi wystąpić. Ale właściciel klubu z automatu wrzucił nas do wydarzenia na Facebooku, myśląc, że występujemy! Także na pewno jesteśmy w jakiś sposób z Braćmi Figo Fagot związani, choć myślę, że "protegowani" to jednak za duże słowo.

M: Jakiś czas temu, jesienią zeszłego roku, wystąpiliście też jako support Uriah Heep i nie był to pierwszy przypadek, kiedy otwieraliście koncert wielkiej gwiazdy z zagranicy. Który z tych koncertów najmocniej zapadł wam w pamięć?

R: Dla mnie takim koncertem był występ z Timem Ripperem Owensem. Byłem trochę "zrobiony", ale bawiłem się jak rzadko kiedy na koncercie... (śmiech).

K: Rzeczywiście, to był naprawdę fajny koncert! W zasadzie cały nasz zespół uwielbia Rippera Owensa, a ja i Kazon to już w ogóle go uwielbiamy i bardzo cieszyliśmy się, że możemy zagrać przed nim, bo to nasz idol od wielu już lat. No i była okazja, by z nim pogadać, dostać autograf, napić się piwka, strzelić wspólne foty i uścisnąć - oczywiście, tak po męsku! Na tyle byliśmy z tego tytułu rozradowani, że już na koncercie Rippera było nam bardzo wesoło i świętowaliśmy ten wspólny występ. Później, jak zeszliśmy do jego garderoby - to za pierwszym razem sam sobie zaczął z nami foty robić i z nami gadać, ale jak przyszliśmy drugi i trzeci raz, to już aż tak zadowolony chyba nie był - ale i tak nagrał dla nas zapowiedź naszego koncertu, który mieliśmy grać kilka dni później.

M: A jest jeszcze jakiś zespół, przed którym chcielibyście zagrać - takie wasze wielkie marzenie?

K: Często jesteśmy o to pytani - podejrzewam, że z tego względu, że bardzo dobrze słychać w naszych kawałkach inspirację Iron Maiden, a na drugim miejscu może Judas Priest czy Helloween. Więc wiadomo, że takim wspólnym mianownikiem dla każdego z nas jest zespół Iron Maiden i myślę, że każdy z nas by się bardzo ucieszył, gdybyśmy mieli przed nimi zagrać.

R: Ja to najchętniej bym wystąpił przed Judasami, najlepiej w wersji z Ripperem - od słuchania Maidenów to przez kolegów już czasami jest mi niedobrze... Z kolei Artur na pewno by chętnie zagrał przed Bajmem - jest wielkim fanem tego zespołu! Jakbyśmy mieli na jednym koncercie zagrać my, Bajm i Iron Maiden, to Artur ze szczęścia chyba by się zesrał...! (śmiech).

M: Macie już jakieś plany na przyszłość - zarówno jeśli chodzi o tą waszą "poważniejszą" twórczość jako Night Mistress, jak i jajcarskie oblicze Nocnego Kochanka?

K: Gdzieś tam, pomiędzy koncertami, te "poważne" numery tworzymy - to nie jest tak, że tak do końca "oddaliśmy się" Kochankowi - jakkolwiek by to nie zabrzmiało - tylko myślimy też pomału o numerach dla Night Mistress. Na ten moment mamy nawet już kilka gotowych kompozycji - z wokalem, z tekstem, z melodiami - wszystko jest już mniej lub bardziej dopracowane. Natomiast nie ukrywam, że głównie maglujemy teraz temat Nocnego Kochanka - i my się w tym świetnie czujemy, i widzimy, że jest zapotrzebowanie na tą muzykę, więc podejrzewam, że skupimy się na razie na kolejnej płycie Nocnego Kochanka - która powinna wyjść nawet jeszcze w tym roku - a jeśli czas pozwoli, to zrealizujemy również i kolejną, trzecią płytę Night Mistress. Najgorzej to znaleźć na to wszystko czas - myślałem nawet o jakiejś petycji do prezydenta Dudy o przedłużenie doby choć o parę godzin...

R: Ej, przecież chcą zlikwidować gimnazja, nie będziesz musiał w ogóle pracować!

M: Jak to? To ty jeszcze nauczycielem jesteś...?

K: Tak, uczę angielskiego jeszcze na co dzień - jak mam czas... (śmiech).

M: Uczniowie wiedzą o tym, co robisz "po godzinach"?

K: Myślę, że większość tak. Jakiś czas temu miałem nawet śmieszną sytuację z tym związaną. Siedziałem w komisji na próbnym egzaminie gimnazjalnym i zanim egzamin się rozpoczął, przewodnicząca komisji zabrała dwójkę uczniów i zeszli po arkusze. W tym czasie wszedłem w dialog z klasą, której wprawdzie na co dzień nie uczę, ale znamy się, więc sobie tak luźno dyskutowaliśmy i w pewnym momencie jedna dziewczyna stwierdziła, że ona to w ogóle nie kojarzy wszystkich imion kolegów czy koleżanek ze swojej klasy. Skomentowałem, że dziwne to trochę, ale w sumie zdarza się. Wtedy inna dziewczyna uśmiechnęła się, i stwierdziła: "co do imion, to właściwie pan powinien się wypowiedzieć". "Ale dlaczego?", spytałem. "A, ja przy klasie może nie będę mówić", rzuciła nieco zmieszana, "ale pan wie o co chodzi". Pomyślałem, że może nie kojarzą wszyscy, jak ja się nazywam, bo przecież ich nie uczę. "Co, chodzi o to, że wszyscy tutaj wiedzą, jak ja się nazywam?", spytałem. "Nie, no wie pan, o co chodzi... Andżeju, jak ci na imię?" (śmiech). Autentyk! A parę lat temu jedna dziewczyna do mnie podeszła na korytarzu i ni stąd, ni z owąd spytała: "przepraszam, pan jest piosenkarzem?". PIOSENKARZEM! (śmiech). Czasami dopytują, gdzie gramy w weekend, no i - jak to gimnazjaliści - interesują się, czy po koncertach jest "niezły melanż". A wiadomo przecież, że teraz czegoś takiego, przynajmniej wśród poważnych ludzi, nie ma...

R: Szybka najebka - i do domu! (śmiech).

M: Są jakieś utwory Night Mistress czy Nocnego Kochanka, z których jesteście szczególnie dumni?

R: Nie - ponieważ jesteśmy bardzo skromni, to uważamy, że wszystkie są jednakowo zajebiste! (śmiech).

M: Jest w waszej dyskografii taka, dość smutna, ballada "For Her" - czy ona jest inspirowana jakimiś osobistymi przeżyciami któregoś z was?

K: Wiesz, gość, który pisał ten tekst, miał wtedy chyba z 18 lat i był takim romantykiem rozmarzonym - teraz już jest tylko lepiej...! Także jak najbardziej tekst jest inspirowany życiem - kurde, aż się zawstydziłem... (śmiech).

M: A jak ogólnie oceniacie stan polskiej sceny metalowej? Mam wrażenie, że mało jest ostatnimi czasy zespołów grających naprawdę porządny metal...

K: Wiesz co, zespołów grających porządny metal może by i się trochę zebrało. Sporo jest młodych zespołów gdzieś tam próbujących swoich sił i gdy słuchasz płyt tych grup, okazuje się, że ludzie naprawdę mają pojęcie o muzyce i wiedzą, jak wykorzystać potencjał dobrego studia - a takich w Polsce jest coraz więcej. Natomiast chyba trochę jest tak, że ludzie mają już trochę dosyć takiej powagi, tej całej pompatyczności, o której wcześniej wspomniałem - bo zauważyliśmy, że kiedy zrobiliśmy te proste, melodyjne piosenki z chwytliwymi, zabawnymi tekstami, to nagle na koncerty zaczęły przychodzić może nie tłumy, ale spore grupy ludzi. Wiadomo, jak to jest zwykle u nas w Polsce, gdzie nawet na koncert znanej kapeli potrafi przyjść 30-50 osób - oczywiście, poza typowo mainstreamowymi zespołami. A tu się okazuje, że na Nocnego Kochanka potrafi przyjść 200-300 osób, albo i więcej! No to nie możemy być niezadowoleni - trzeba po prostu cisnąć temat, i grać. Bo ludzie chcą - i my też!

Komentarze: