Phil Campbell (Motörhead): "W Polsce każdemu zespołowi gra się świetnie!"

Phil Campbell (Motörhead): "W Polsce każdemu zespołowi gra się świetnie!"

Jesienią w Warszawie nie zabraknie ciekawych koncertów. Jednym z nich będzie z pewnością występ rodzinnego zespołu byłego gitarzysty Motörhead, Phila Campbella  –  Phil Campbell and the Bastard Sons. Kilka dni temu między innymi o zbliżającym się koncercie rozmawiał z Philem dziennikarz wyspa.fm, Mateusz Godoń. Zapraszamy do lektury!

MATEUSZ: Zacznijmy od pytania o kwestię, która z pewnością zastanawia ostatnio wielu Twoich fanów: dlaczego zdecydowałeś się na zmianę nazwy zespołu? Sporo osób może się w tym pogubić, bo zbliżające się koncerty są tu i ówdzie wciąż reklamowane jako występy „Phil Campbell’s All Starr Band”.

PHIL: Chodziło o to, że często byliśmy myleni z zespołem Ringo Starra, który również nazwał swą grupę All-Starr Band – a podobnie nazywających się grup jest przecież nawet więcej. Poza tym – początkowo założeniem mojego zespołu było, że robimy to przede wszystkim dla zabawy. Ale ostatnio zaczęliśmy traktować to wszystko bardziej poważnie, zaczęliśmy przygotowywać własny materiał, więc stało się jasne, że potrzebujemy bardziej odpowiedniej i przede wszystkim, oryginalniejszej nazwy. Któryś z moich synów zaproponował nazwę „Phil Campbell and the Bastard Sons” i ponieważ wszystkim się ona spodobała, to właśnie pod nią teraz będziemy występować.

M: A co właściwie sprawiło, że zdecydowałeś się stworzyć taki rodzinny zespół ze swoimi synami?

P: Wszyscy moi synowie – Tyla, Dane i Todd – interesowali się muzyką od najmłodszych lat. Każdy z nich zaczął grać na jakimś instrumencie już w wieku 3-4 lat! 3 lata temu najstarszy z nich urządzał imprezę urodzinową i z tej okazji zagraliśmy wszyscy razem. Wyszło na tyle fajnie, że zdecydowaliśmy się stworzyć z tego właśnie taki mały rodzinny zespół – i to wspaniałe uczucie, móc występować razem z wszystkimi moimi synami!

M: Czy wokalista, Neil Starr, też jest z wami w jakiś sposób spokrewniony? A może musiałeś go adoptować, żeby oficjalnie stał się członkiem waszego zespołu?

P: Nie, Neil od dawna kumplował się z moimi dzieciakami – więc znałem go na tyle długo, że nie musiałem przeprowadzać prawnej adopcji (śmiech). Ale jest na tyle dobrym wokalistą, że dołączenie go do zespołu było naturalną decyzją i świetnie nam się z nim gra.

M: Parę tygodni temu czytałem Twoją wypowiedź, w której stwierdziłeś, że planujecie z chłopakami wejść do studia i popracować nad swym własnym materiałem (zespół gra póki co głównie covery – przyp. red.). Ruszyło już coś w tym temacie?

P: Tak – jedną piosenkę już nawet zagraliśmy na żywo na festiwalach Wacken i Bloodstock. Nasz występ z Wacken był nawet transmitowany, więc można sobie posłuchać tego utworu i ocenić, jak brzmi. Zresztą, skończyliśmy już nagrywać piosenki na naszą debiutancką EPkę. Znajdzie się na niej 5 utworów. Aktualnie jesteśmy na etapie jej miksowania, więc powinna pojawić się w sprzedaży jesienią – zapewne w październiku lub listopadzie. Ale mogę obiecać, że będzie naprawdę dobra!

M: A co z tym zapowiadanym dawno temu albumem solowym, na którym miał się gościnnie pojawić Rob Halford? Jest szansa, by usłyszeć już wkrótce i ten materiał?

P: Wciąż pracuję nad tym albumem – nagrania nadal trwają. Wszystko idzie póki co w bardzo dobrą stronę i jestem zadowolony z tego, co dotąd udało się stworzyć. Ale pomysłów wciąż jest mnóstwo, a czasu – choćby przez trasę z Bastard Sons – tak mało! Dlatego nagrania idą dość powoli - wolę, by to potrwało trochę dłużej, za to żeby album był tak dobry, jak tylko się da! Plan jest taki, żeby ukazał się on w przyszłym roku – lato 2017 wydaje się bardzo prawdopodobnym terminem premiery.

M: A zdradzisz nam, kto oprócz Roba pojawi się na tym albumie? Jest szansa, by wśrod gości znalazł się Dee Snider? Przed wywiadem widziałem na YouTube wasz wspólny występ z Bloodstocku i muszę przyznać, że daliście razem czadu!

P: Tak naprawdę, to w zasadzie każdy może się jeszcze pojawić na tym albumie – to wszystko zależy od tego, jakie napiszę piosenki i kto wyda mi się odpowiedni do wzięcia udziału w ich nagraniu. Nie mogę na razie zdradzić więcej nazwisk, bo sam nie wiem jeszcze, czy pewne osoby zechcą lub będą mogły poświęcić swój czas dla mojego projektu. Po prostu – poczekamy, zobaczymy i w odpowiednim czasie wszystko będzie jasne.

M: Zmieniając trochę temat   co czujesz, wykonując piosenki Motörhead z innym zespołem, czyli z Bastard Sons? Trudno Ci się gra bez Lemmiego?

P: Wiesz, w zasadzie od początku istnienia All Starr Band/Bastard Sons graliśmy piosenki Motörhead, więc mogłoby się wydawać, że aż tak wiele się nie zmieniło. Ale prawda jest taka, że zdarza mi się teraz na scenie trochę wzruszyć od czasu do czasu. Z drugiej strony, chyba bardziej wzruszam się, gdy widzę zdjęcia Lemmy'ego w starych gazetach – kiedy jestem na scenie, zbyt koncentruję się na grze, zbyt daję się ponieść tym wszystkim pozytywnym emocjom związanym z występem, by złapać bardziej melancholijny nastrój. Ale Lemmy jest zawsze w mej pamięci, podobnie jak inni koledzy z Motörhead, którzy wcześniej odeszli.

M: Ty i Mikkey Dee zdecydowaliście się nie kontynuować działalności Motörhead po śmierci Lemmiego   jednak kilka tygodni temu ukazał się album koncertowy z waszej ostatniej trasy. Czy jest zatem szansa, że doczekamy się jeszcze chociaż kilku wydawnictw spod znaku Motörhead   na przykład kolejnego albumu z archiwalnym materiałem koncertowym bądź kompilacji niewydanych dotąd odrzutów ze starych płyt?

P: Na razie mimo wszystko jest jeszcze trochę za wcześnie, by o tym na poważnie myśleć. Na razie zresztą ja i Mikkey zaangażowaliśmy się w inne projekty, więc nie mamy na to aktualnie czasu. Ale musielibyśmy przede wszystkim rzucić okiem na nasze archiwa i zobaczyć, czym dysponujemy. Na pewno mamy tam gdzieś nagrane jeszcze kilka piosenek, z których dałoby się stworzyć całkiem niezły album – ale po prostu musielibyśmy nad nimi siąść i zobaczyć, co da się z nimi zrobić. Więc być może rzeczywiście za jakiś czas, może za kilka lat, taki album powstanie, jednak na razie zwyczajnie nie jestem w stanie powiedzieć na ten temat nic więcej.

M: Kilka razy byłeś już w Polsce z Motörhead, a już wkrótce   w październiku   wystąpisz w Warszawie po raz pierwszy z Bastard Sons. Co najlepiej wspominasz z dotychczasowych wizyt w Polsce?

P: Zawsze mieliśmy tu świetną publiczność! Polacy kochają rocka i potrafią docenić dobry występ. Mam same dobre wspomnienia z Polski - za każdym razem naprawdę wspaniale się nam grało i będzie dobrze tu powrócić z Bastard Sons. A poza tym, z Polski pochodzi mój przyjaciel David Laboga – producent fantastycznych wzmacniaczy i kabli, z których korzystam od wielu lat.

M: Czy jest coś, co chciałbyś przekazać swym polskim fanom przed październikowym koncertem w Warszawie?

P: Tak! PRZYNIEŚCIE NAM DUŻO PIEROGÓW! Bardzo lubimy pierogi! (śmiech). A tak serio, to nie możemy doczekać się koncertu w Polsce, bo jest to kraj, w którym każdemu zespołowi gra się świetnie!

M: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Warszawie!

Komentarze: