Damian Darlington: "Publiczność w Polsce jest wspaniała"

Damian Darlington: "Publiczność w Polsce jest wspaniała"

Na początku listopada w Krakowie i Poznaniu wystąpi grupa Brit Floyd - największy w świecie tribute band legendarnej grupy Pink Floyd, którego występy stanowią niesamowite show składające się z wspaniałej muzyki oraz mnóstwa spektakularnych efektów świetlnych i wizualnych. Obecna trasa stanowi tym większy niż zwykle hołd dla Pink Floyd, iż odbywa się w roku pięćdziesięciolecia istnienia tej grupy.

O trwającej właśnie trasie, wyzwaniach związanych z byciem członkiem tribute bandu oraz... kangurach opowiedział w wywiadzie specjalnie dla portalu Wyspa.fm Damian Darlington – wokalista, gitarzysta i muzyczny dyrektor Brit Floyd.

Mateusz Godoń, Wyspa.fm: Już w listopadzie wraz z Brit Floyd przyjedziesz do Polski na dwa koncerty. Ponieważ nie będzie to twoja pierwsza wizyta w naszym kraju, zapytam na początek - jak wspominasz te poprzednie?

Damian Darlington: Przede wszystkim, zapadli mi w pamięć cudowni fani - całe rzesze ludzi, którzy z ogromnym entuzjazmem wyczekiwali na możliwość usłyszenia na żywo piosenek ich ukochanego zespołu Pink Floyd w naszym wykonaniu i bardzo żywiołowo uczestniczyli w koncertach! Publiczność w Polsce jest naprawdę wspaniała i z wielką przyjemnością zawsze tutaj wracam.

M: Bywałeś wcześniej w Polsce jako członek innej grupy - The Australian Pink Floyd Show, z którą związany byłeś przez około 20 lat. Co sprawiło, że zdecydowałeś się ją opuścić po tak długim czasie? Jakie są podstawowe różnice między tymi dwoma projektami?

D: Dla uściślenia - to było dokładnie 17 lat. Kawał czasu, nie sądzisz? Po prostu czułem, że nadszedł właściwy moment, by stworzyć moje własne Pink Floyd Show, w którym będę miał większą kontrolę nad naszymi występami i tym samym będę miał szansę wprowadzać do nich więcej świeżych elementów. Brit Floyd wystartowało w 2010 i od tego czasu stale pracuję nad tym, by te koncerty były coraz doskonalsze - tak pod względem wizualnym, jak i muzycznym dopracowuję każdy najmniejszy detal. Staramy się dotrzeć do krajów, w których nigdy nie byłem z The Australian Pink Floyd Show. A poza tym największą różnicą jest chyba to, że teraz odbywa się to wszystko bez udziału jakichkolwiek kangurów! (śmiech).

M: A właściwie - czemu skoncentrowałeś swą działalność muzyczną na prowadzeniu fakt, że świetnego, ale jednak coverbandu - zamiast na tworzeniu swej własnej muzyki? Przygotowując się do tego wywiadu, przeczytałem gdzieś, że masz też drugi zespół, z którym wykonujesz swe własne utwory, jednak nie poświęcasz mu tyle czasu, co Brit Floyd...

D: Byłoby to dość trudne, bo przez większość dni w roku jestem w trasie z Brit Floyd, więc nie mam zbyt wiele czasu dla innych projektów - ale rzeczywiście mam też inny zespół, o nazwie Acoustic Unlimited, w którym tworzę i gram swą własną, instrumentalną muzykę. Jeśli zaś chodzi o kwestię grania muzyki Pink Floyd, to w sumie można powiedzieć, że nigdy nie zakładałem z góry, że właśnie na tym skupię się jako artysta - to raczej była szansa, która pewnego dnia pojawiła się na drodze mego życia a ja postanowiłem z niej skorzystać, bo od wczesnej młodości byłem fanem tego wspaniałego zespołu i wprost zasłuchiwałem się w ich muzyce! Poza tym, granie muzyki innego zespołu nie jest niczym niezwykłym - tak naprawdę od wieków muzycy grają przede wszystkim czyjeś utwory: muzycy klasyczni odgrywają utwory napisane przez Beethovena czy Chopina, jazzowi - Milesa Davisa, a folkowi - piosenki ludowe napisane przez różnych, zwykle nieznanych ludzi kilkaset lat temu.

M: Poza tym, że jesteś muzykiem, w Brit Floyd jesteś odpowiedzialny także za tworzenie show, a ponadto jesteś kimś w rodzaju dyrektora grupy. Jakie są największe problemy, z jakimi przychodzi mierzyć ci się w tych dwóch rolach? Co jest najtrudniejszą rzeczą w tworzeniu tribute bandu?

D: Nie powiedziałbym, żeby były jakieś szczególne problemy z tym wszystkim - nazwałbym to raczej wyzwaniem w ogólności, by zespół działał, jak trzeba - by muzyka była zagrana we właściwy sposób, a wszystkie kwestie wizualne były do niej dopasowane i dograne w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli chodzi o samą muzykę, to samo nauczenie się jej jest stosunkowo łatwe w porównaniu z tym, co następuje później - uchwyceniem tego idealnego dźwięku, wyczuciem, jak coś ma być zagrane. Poza tym, David Gilmour używał tak wielu gitar na przestrzeni lat, nawet w poszczególnych piosenkach zagranych na poszczególnych albumach, że wykreowanie każdej z tych piosenek na nowo, jedna po drugiej, jest naprawdę ogromnym wyzwaniem! Poza tym, dołożenie do samej muzyki tych wszystkich świateł i nagrań video i to w taki sposób, by nie wyglądało to na zwykłe odtwarzanie Pink Floyd jest dość trudne, ale wszyscy w zespole podchodzimy do tego z ogromną pasją i czerpiemy mnóstwo przyjemności i satysfakcji. Ostatnia kwestia to ciągłe bycie w podróży - można rzec, że w Brit Floyd wszyscy żyjemy na walizkach. Ale wydaje mi się, że nikt nie narzeka...

M: Wśród członków Brit Floyd znajduje się też polska wokalistka - Ola Bieńkowska. Co możesz nam powiedzieć na temat samej Oli i waszej współpracy?

D: Cóż, pracujemy razem już jakieś 10 lat, jeszcze od czasów The Australian Pink Floyd Show. Ola jest wspaniałą piosenkarką - w Brit Floyd śpiewa utwór "The Great Gig In The Sky" i w jej wykonaniu brzmi on naprawdę świetnie! Poza tym jest cudowną kobietą, świetnie się nam współpracuje w trasie. Widać, że bycie w Brit Floyd sprawia jej wielką przyjemność, a ona sama jest bardzo dumna za każdym razem, gdy możemy przyjechać z naszym show do Polski i jestem pewien, że nie inaczej będzie i tym razem, gdy zagramy w Krakowie i Poznaniu.

M: Które piosenki Pink Floyd lubisz wykonywać najbardziej?

D: Zawsze przyjemnie mi się gra "Comfortably Numb" z płyty "The Wall" - sposób, w jaki David Gilmour w niej śpiewa lub gra gitarowe solo, sprawia, że samemu czujesz dreszcze, gdy ją wykonujesz. Poza tym, kawałki z albumu "The Dark Side Of The Moon" - bardzo gitarowe, z fajnymi solówkami, dające dużo satysfakcji, gdy się je wykona w dobry sposób.

M: A jakie są twoje ulubione zespoły poza Pink Floyd?

D: Kiedy byłem nastolatkiem, słuchałem wielu progresywnych kapel - oprócz Floydów byli to głównie Rush, Yes czy King Crimson. Później, w latach osiemdziesiątych, otworzyłem się na trochę inną muzykę, bardziej jazzową, jak Al Di Meola czy John McLaughin. Ogólnie mam bardzo szerokie gusta muzyczne, nie zamykam się na żaden gatunek, a ostatnio odkrywam wielu ciekawych wykonawców grających bardziej akustyczne utwory.

M: Co w przeciągu tych ponad dwóch dekad grania muzyki Pink Floyd przyniosło ci najwięcej satysfakcji? Czy jest jakieś zdarzenie, które wspominasz ze szczególną dumą?

D: Chyba takim najbardziej pamiętnym momentem było zagranie "Comfortably Numb" na imprezie z okazji pięćdziesiątych urodzin Davida Gilmoura. Wystąpiłem wtedy z samym Rickiem Wrightem i było to dla mnie naprawdę wielkie wyróżnienie.

M: Na koniec muszę spytać o twoje plany na przyszłość.

D: Przede wszystkim, skupię się na tym, by czynić nasze show coraz lepszym i lepszym - by z roku na rok było coraz ciekawsze! Wciąż jest przecież tyle możliwości do wprowadzenia, a nowe pomysły pojawiają się z dnia na dzień! Poza tym - chciałbym dotrzeć z zespołem do tych części świata, w których dotąd nie zdążyliśmy zawitać - choćby do krajów azjatyckich, jak Japonia, Indie, Chiny czy cały Bliski Wschód... wciąż jest tyle pięknych miejsc, których jeszcze nie widziałem, a których mieszkańcy też pewnie chcieliby zobaczyć nasze show!

Komentarze: