Rozterki kobiety, targanej uczuciami bezkresnej miłości do dziecka, jak również obawami i wyzwaniami, związanymi z rychłym „wyfrunięciem” ptaszyny z gniazda to temat przewodni przepięknego singla o tytule „Little bird” zeszłorocznej debiutantki Karoliny Charko.
Ascetycznie zaaranżowany utwór jest najbardziej intymnym i delikatnym z dotychczas opublikowanych a sama piosenka…cóż, słuchacze bardzo uważni mogą ją już skądś kojarzyć, ale ten mały sekret Karolina rozwinie ( lub nie ) w swoim czasie.
13 marca premiera singla „Little bird”.
Po dużym, jak na amatorskie warunki, powodzeniu listopadowego debiutu „Obrazki z letargu” i styczniowej „Zimy”, kilku nominacjach do debiutu roku, debiutanckiego singla roku i debiutanckiej płyty roku 2025 pora na zupełnie nowe rozdanie i anglojęzyczny tym razem singiel „Little bird”, którego premiera już w marcu. Produkowany wspólnie przez Karolinę, Piotra Lato i wyśmienitego pianistę i producenta Damiana Pietrasika utwór powstał tym razem w zaciszu domowego studia Karoliny i Piotra – YamaMoose Studio.
„Aranżacyjnie ograniczyliśmy się do niezbędnego minimum – ciepłego brzmienia klawisza Wurlitzer, mgiełek w tle, kilku bliżej nieokreślonych dźwięków i przede wszystkim głosu Karoliny. Już przy produkcji płyty i prac z rozmaitymi wspaniałymi producentami, wszyscy po kolei stawiali głównie na wokal i aranż, który „nie zepsuje” piosenek.
My też idziemy w tym kierunku. Sam, nagrywając gitary łapałem się na tym, że są w zasadzie kompletnie niepotrzebne i wyrzuciłem wszystko poza lekkimi jak piórko motywami, pojawiającymi się w drugiej części kompozycji ” – mówi Piotr Lato, muzyk i producent, partner w życiu i na scenie Karoliny.
Piosenka funkcjonująca już na koncertach, które Karolina zaczęła grać w połowie zeszłego roku doczekała się wersji studyjnej i pięknego, wzruszającego tekstu zrozumiałego w pełni dla każdej kobiety, która przeżyła dorastanie swojego dziecka, ma, lub niebawem będzie mieć za sobą moment, w którym jej „ptaszyna” dorośnie, usamodzielni się i na zawsze pożegna z dotychczasowym domem, poszukując swojego własnego miejsca w życiu.
„Pomysł na tekst i jego pierwsza wersja wyszła od mojego Piotrka, który do współpracy nad nim zaprosił znakomitego tekściarza, songwritera i producenta Roberta Amiriana, znanego ze współpracy i autorstwa piosenek takich tuzów jak Varius Manx, Kasia Kowalska, Natalia Kukulska, Anna Maria Jopek, Poluzjanci czy choćby mocno alternatywnego Fismoll’a. Robert był bodajże pierwszą osobą, która już jakiś czas temu mocno uwierzyła w powodzenie mojego projektu muzycznego – poza moim Piotrkiem oczywiście. Był zawsze bardzo chętny do pomocy, spotykał się z nami, dzielił wiedzą i swoją nietuzinkową, atomową energią a fakt, że prowadził wiele lat wspaniałą wytwórnię NEXTPOP, bliską mi klimatycznie, nadawał tylko wyjątkowości tym spotkaniom, pozwolił mi uwierzyć, że może uda mi się w końcu napisać i wydać płytę – jeśli zwrócił na mnie uwagę taki producent jak Robert ?”
O cichych zmianach zachodzących w każdym z nas, o wyrastaniu z pierwszego roweru, o popełnianiu błędów, cudach, nadziejach, o tworzeniu swojej własnej historii, zakładaniu własnego plemienia, o własnych pomysłach na życie…ale przede wszystkim o bezwarunkowej miłości rodzica do dziecka – o tym usłyszymy w piosence „Little bird” już 13 marca.
„A w ogóle to mamy taką cudowną przyjaciółkę, Gosię, która była już na kilku naszych koncertach i za każdym razem gdy gramy ten utwór muszę się pilnować, żeby na nią nie patrzeć, bo zaczyna ryczeć a wtedy i ja zaczynam A kto chce słuchać zapłakanej wokalistki?:)”
Ale o co chodzi z tym małym sekretem, związanym z tym utworem ?
Tu już trzeba pytać samą Karolinę ale wiele osób znających debiutancka płytę może być mocno zaskoczonych.
Debiutancki album Karoliny Charko ujrzał światło dzienne pod koniec 2025 roku. Produkowany był przez samą autorkę i Piotra Lato na zasadzie „One Song – One producer” z gościnnym udziałem znakomitych producentów naszej sceny muzycznej. 9 wspaniałych nazwisk, w tym Robert Cichy, Buslav, Jerry Hendzel czy sam Marcin Bors, który również miksował i masterował całość.
I chociaż autorka jest jeszcze kompletnie nieznana, zebrała dużo pochlebnych recenzji swojego albumu ze strony słuchaczy, kolegów i koleżanek z branży i dziennikarzy muzycznych. A mimo jej wrodzonego dystansu, nieśmiałości czy wręcz bojaźliwości musi mierzyć się z powoli ale stabilnie rosnącą grupą sympatyków. I słusznie. Niech sobie radzi i się przyzwyczaja. No bo jeśli jej piosenki puszczają u siebie Damian Sikorski, Gabi Drzewiecka czy sam Marek Niedźwiecki, jeśli Piotr Stelmach zalicza ją w poczet pięciu najciekawszych debiutantów – coś jest na rzeczy.