OFF Festival po raz kolejny pokazał, że jego największą siłą jest różnorodność.
Od 7 do 9 sierpnia Dolina Trzech Stawów w Katowicach wypełniła się muzyką, która wymyka się prostym podziałom na gatunki. W programie znalazło się ponad 70 artystów – od alternatywnego rocka i punka, przez elektronikę i hip-hop, po jazz, metal i bardziej eksperymentalne brzmienia. Można było przyjechać dla kilku znanych nazwisk, a wyjechać z długą listą zupełnie nowych muzycznych odkryć.
W piątek jednym z najmocniejszych punktów programu był The Flaming Lips. Amerykański zespół przygotował koncert, który trudno było traktować wyłącznie jako występ muzyczny. Było to spektakularne, psychodeliczne i niezwykle kolorowe widowisko, w którym muzyka łączyła się z intensywną oprawą wizualną. The Flaming Lips od lat słyną z koncertowej fantazji i na OFF-ie potwierdzili, że potrafią stworzyć własny, surrealistyczny świat. Ich występ należał do tych momentów festiwalu, które zostają w pamięci znacznie dłużej niż sam weekend.
Piątkowy program nie kończył się jednak na jednym głośnym koncercie. Tego dnia można było zobaczyć również Danę and Alden, Black Country, New Road, Earla Sweatshirta, W.I.T.C.H., The Dare czy HTRK. Już pierwszy dzień dobrze pokazywał charakter OFF-a – tutaj artyści reprezentujący zupełnie odmienne muzyczne światy mogą pojawić się obok siebie, a całość wciąż pozostaje spójna.
Sobota – od „Nowej Aleksandrii” po Yung Leana i Bladee
Sobota była szczególnie interesująca i zdecydowanie warto było spędzić ten dzień, przemieszczając się pomiędzy różnymi scenami. Jednym z ciekawszych wydarzeń był projekt Ludzie Wschodu grają „Nową Aleksandrię”. Legendarny materiał Siekiery zabrzmiał na żywo w specjalnie przygotowanej odsłonie. To jeden z tych koncertów, które dobrze pasują do OFF Festivalu – zamiast prostego powrotu do przeszłości pojawia się próba ponownego odczytania ważnego fragmentu historii polskiej muzyki.
Warto było również zajrzeć na występ Lia Sky. Jej koncert należał do bardziej kameralnych punktów sobotniego programu i stanowił ciekawy kontrast dla dużych produkcji prezentowanych na głównych scenach. To właśnie możliwość trafienia na mniej znanego wykonawcę i pozostania na jego koncercie z czystej ciekawości jest jednym z największych atutów OFF-a.
Innym wartym uwagi polskim zespołem były Mlecze. Ich lekkie, melodyjne, indie-popowe brzmienie dobrze sprawdziło się w festiwalowej atmosferze. To kolejny przykład tego, że OFF nie opiera swojego programu wyłącznie na największych nazwiskach. Mniejsze i młodsze projekty dostają tu przestrzeń, dzięki której publiczność może odkrywać muzykę, której wcześniej nie znała.
Zupełnie inną energię przyniósł późnym wieczorem koncert Yung Leana i Bladee. Wspólny występ dwóch ważnych postaci szwedzkiej sceny był jednym z najbardziej wyczekiwanych wydarzeń soboty. Ich muzyka, łącząca rap, elektronikę i bardziej melancholijne, alternatywne brzmienia, przyciągnęła dużą publiczność i pokazała, jak bardzo zmieniło się w ostatnich latach pojęcie festiwalowego headlinera.
Tego samego dnia można było usłyszeć także m.in. Wednesday, Arthura Verocaia z AUKSO, Einstürzende Neubauten, Oklou, Clams Casino czy Chat Pile. Właśnie takie zestawienia są znakiem rozpoznawczym OFF-a: czasami wystarczy przejść kilkaset metrów, aby znaleźć się w zupełnie innym muzycznym świecie.
Mocne zakończenie festiwalu
Niedziele dostarczyło nam również wiele muzycznych doznań, wyróżnić na pewno należy koncert Johnny’ego Marra – legendarnego gitarzystę The Smiths, który zaprezentował materiał solowy jak i piosenki wspomnianej grupy The Smiths oraz cover "The Passenger" Iggy'ego Popa. Koncert zakończył ponadczasowym "There Is A Light That Never Goes Out". Mocne metalowe granie dostarczył zespół Deafheaven, który od początku nie brał jeńców i mimo późnej pory zgromadził tłumy pod sceną. Na wyróżnienie zasługuje również nasz polski Sw@da x Niczos, który porwał publikę w rytmie folku z Podlasia. Mocne punkowe granie zaserwowali nam Amyl And The Sniffers.
Niedziela również nie była jedynie spokojnym pożegnaniem z festiwalem. W programie znaleźli się również takie zespoły jak: Sunny Day Real Estate, Nu Genea, , Rusowsky. Szczególnie obecność artystów o tak różnych muzycznych korzeniach dobrze podsumowywała całą tegoroczną edycję. OFF nadal nie próbuje być festiwalem jednego gatunku ani jednej generacji słuchaczy.
Organizacja, która pozwala skupić się na muzyce
Na duże uznanie zasługuje również organizacja OFF Festivalu. Przy siedmiu scenach i tak rozbudowanym programie łatwo byłoby stworzyć chaos, tymczasem festiwal był przygotowany w sposób przemyślany i czytelny. Dolina Trzech Stawów ponownie okazała się świetnym miejscem na tego typu wydarzenie – poszczególne przestrzenie miały własny charakter, a przemieszczanie się między koncertami było naturalną częścią całego doświadczenia.
Dobrze przygotowana infrastruktura, sprawna obsługa i przejrzysta informacja pozwalały przede wszystkim skupić się na tym, po co przyjeżdża się na OFF – na muzyce. Dużym plusem jest również aplikacja festiwalowa, dzięki której można było sprawdzać godziny koncertów, sceny i tworzyć własny plan dnia. Przy tak bogatym line-upie było to szczególnie przydatne.
OFF Festival 2026 udowodnił, że nie potrzebuje programu złożonego wyłącznie z największych światowych gwiazd, aby dostarczyć mocnych koncertowych emocji. Jego wartość polega właśnie na zestawianiu artystów uznanych z tymi, których dopiero można odkryć. Psychodeliczne widowisko The Flaming Lips, sobotnia podróż od „Nowej Aleksandrii” przez Mlecze i Lia Sky aż po Yung Leana i Bladee oraz dziesiątki innych koncertów stworzyły trzy dni, podczas których trudno było się nudzić.
I chyba na tym najlepiej polega OFF: przyjeżdża się z własnym planem koncertów, a wraca z kilkoma nazwami, których wcześniej w tym planie w ogóle nie było.