Ania Szarmach powraca i zapowiada nowy album intrygującym singlem "Seven Hundred Gates"

Ania Szarmach powraca i zapowiada nowy album intrygującym singlem "Seven Hundred Gates"

Dekada — tyle fani Ani Szarmach czekają na nowy jej album. Ich cierpliwość zostanie jednak wymiernie wynagrodzona, bowiem artystka przygotowała naprawdę wyjątkowy i jakościowy materiał.

Jego pierwszym zwiastunem jest zachwycający singiel Seven Hundred Gates.

Ania Szarmach to artystka, której raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Wokalistka ma na swoim koncie niejeden muzyczny sukces i wiele ciekawych współprac z uznanymi artystami. Ten rok to jednak dla niej otwarcie zupełnie nowego rozdziału swojej kariery. Artystka powraca z nowym materiałem po dziesięciu latach, od kiedy światło dzienne ujrzał jej ostatni autorski album — Shades Of Love.

Nadchodzące wydawnictwo zapowiada nieoczywisty singiel Seven Hundred Gates, który jest absolutnym powiewem świeżości nie tylko w dorobku samej Ani Szarmach, ale również na polskiej scenie muzycznej w ogóle. Artystka stawia tym samym odważny krok naprzód, przy czym wciąż zachowuje wyraźnie słyszalne fundamenty swojej dotychczasowej twórczości, w której balansowała między światem popu, R&B i jazzu.

Muzyka do Seven Hundred Gates powstała we współpracy producenckiej między samą Anią Szarmach a Maciejem "Envee" Golińskim i Grzegorzem "Jabco" Jabłońskim. Utwór, podobnie jak cały nadchodzący album artystki, powstawał w procesie improwizacji w studio, a instrumenty, na których muzycy tworzyli, były wyszukiwane na aukcjach na całym świecie. Pochodzą głównie z lat 80. i 70., a po renowacji zyskały nowe życie. To właśnie one stały się fundamentem brzmienia całej płyty – ich faktura, szerokość i pasmo są niemożliwe do odtworzenia w środowisku cyfrowym.

"Seven Hundred Gates" to symbol momentu granicznego. Punktu, w którym każdy kolejny ruch prowadził do tego samego rozwiązania. Błędnego koła, w którym setki otwartych bram kończyły się w tym samym miejscu — miejscu, w którym nie chciałam już być. W tym utworze jestem też osadzona w swoim głosie — zarówno jako artystka, jak i jako człowiek. Interesuje mnie analiza życia, momenty olśnienia, w których pojedyncze obserwacje układają się w sens. Zbieram te doświadczenia, filtruję przez własną wrażliwość i język muzyczny, a potem oddaję je w formie dźwięku. To proces ciągłego uczenia się. Ta piosenka jest zapisem drogi do miejsca, w którym dziś jestem – bardziej świadoma, uważna i obecna. Wysyłam do siebie kolejne komunikaty, analizuję własną percepcję, moją historię i siłę, którą buduję po drodze. Moje myśli bywają nieoczywiste, dzikie, odważne. Chcę słuchać ludzi – bo to oni mnie karmią swoimi opowieściami, wyborami, stratami i radościami. Śmieję się i płaczę razem z nimi, bo jestem częścią tej złożonej, fascynującej wspólnoty, jaką jest ludzkość  — opowiada Ania Szarmach.

Premierze singla towarzyszy równie wyjątkowy i emocjonalny teledysk, będący zapisem drogi, którą artystka przeszła w czasie powstawania swojego najnowszego albumu.

Był to czas intensywny, pełen ruchu, odkryć i wewnętrznego napięcia. Napędzała mnie ciekawość, determinacja i potrzeba rozumienia samej siebie. Po poprzednim albumie skupiłam się na koncertowaniu oraz prowadzeniu warsztatów dla wokalistów i muzyków. Spotkania z ludźmi stały się dla mnie ogromnym źródłem inspiracji. Poznawałam ich historie, a równolegle poprzez pracę z głosem — coraz głębiej wchodziłam w obserwację ludzkiej natury. Szczególnie poruszyły mnie opowieści kobiet. Zauważyłam, jak wiele mamy wspólnych doświadczeń i jak często poruszamy się po podobnych emocjonalnie mapach. Pojawiła się myśl, że mogę stać się głosem zbiorowym — nie w imieniu wszystkich, ale z miejsca, które jest dla nas wspólne. Dlatego w teledysku pojawiają się aż cztery wokalistki. Łączy nas wrażliwość, sposób odczuwania i relacja z dźwiękiem. Znam ich historie — każda z nich niesie własną narrację, pełną symboliki i wewnętrznych przełomów — dodaje artystka.

Komentarze: