Maciej Balcar: "W szeregach zespołu mam świetnych muzyków, którzy potrafią na żywo podnieść temperaturę do maksimum, bawiąc się dźwiękami"

Maciej Balcar: "W szeregach zespołu mam świetnych muzyków, którzy potrafią na żywo podnieść temperaturę do maksimum, bawiąc się dźwiękami"

Tuż po premierze płyty "Znaki" (nasza płyta tygodnia) z Maciejem Balcarem rozmawiał Paweł Kulpa.

Kilka dni temu swoją premierę miał Twój kolejny, piąty już krążek solowy „Znaki”. Są to Twoje autorskie kompozycje, które zabierają nas w podróż przez rocka, bluesa, elementy psychodeliczne. Czy klimaty występujące na albumie są odzwierciedleniem także Twoich własnych inspiracji i tego, czego słuchasz na co dzień?

To co tworzę jest zazwyczaj tym, co mi w duszy gra. Na pewno coś mnie inspiruje, ale nie ma zdecydowanego wpływu na efekt końcowy. Punktem wyjścia jest zawsze tekst, który biorę na warsztat. Oczywiście, zdarzają się utwory, gdzie słowa pojawiają się później, ale to wyjątki potwierdzające regułę. Muzyka musi szczerze oddawać klimat tekstu, stąd taka różnorodność muzyczna, bo i warstwa tekstowa ma różne zabarwienia emocjonalne.

Niezwykle ważne są dla Ciebie teksty. Wedle jakich kryteriów nastąpiła ich selekcja? Miałeś problem związany z wybraniem konkretnych pozycji na płytę?

Problem zawsze się pojawia, kiedy zaczynam kompletować materiał na płytę. Ale problemy są po to żeby je rozwiązywać. Satysfakcja z tego płynąca jest ogromna, wszystko zaczyna układać się w całość i współgrać, choć wcześniej wyglądało jak rozsypane po podłodze  puzzle. Komponując muzykę do tekstów nie zastanawiam sie nigdy, kiedy i do czego mi sie to przyda. Biorę tekst z którym sie identyfikuję, pracuję, szlifuję, odkładam i czekam. Czasem jest to ewidentny materiał dla Dżemu, czasem coś solowego, czasem nie mieści sie to w żadnych dotychczasowych ramach i pasuje dla np. orkiestry symfonicznej, albo punkowej formacji. Mam tego całą szufladę i myśląc o płycie, zaczynam kompletować składowe. Czasami czegoś mi ewidentnie brakuje, wiec muszę to dopisać, albo poszukać odpowiedniego  do sklamrowania całości, tekstu.

Mam wrażenie, że choć płyta „Znaki” w wydaniu studyjnym jest doskonała, to w wydaniu koncertowym musi powodować jeszcze większy zachwyt wśród publiczności. Te wszystkie emocje, szczerość bijąca z utworów… czyż nie?

Mam nadzieję, ze właśnie tak będzie ta trasa odbierana. W szeregach zespołu mam świetnych muzyków, którzy potrafią na żywo podnieść temperaturę do maksimum, bawiąc się dźwiękami. Koncert na żywo to zawsze wartość dodana do wydanej płyty.

Trasa promująca album „Znaki” to 16 koncertów w zaledwie 16 dni, a więc wystąpicie przed publicznością dzień w dzień. Bez wątpienia to bardzo męczące, ale jak się domyślam związane z innymi obowiązkami muzycznymi? Czy też po prostu taki był początkowy zamysł?

Trasa solowa, jak co roku z resztą musi być mocno skompresowana czasowo ze względu na moją pracę z Dżemem, ale również ze względu na obowiązki pozostałych muzyków, którzy towarzyszą na co dzień bardzo pracowitym artystom. Piotrek Wojtanowski gra z Renatą Przemyk, Maciek Mąka z Agnieszką Chylińską, Krzysiek Krupa z Anią Wyszkoni, a Jasiek Gałach... łatwiej by wymienić z kim nie gra. 16 koncertów to spory wysiłek, nawet dla zaprawionego w boju muzyka, zwłaszcza że trzeba jeszcze codziennie zrobić co najmniej godzinną próbę dźwięku, a odległości nie zawsze są kilkudziesięciokilometrowe. Niesamowicie to weryfikuje zespół, tak pod względem muzycznym jak i charakterologicznym, wręcz cementuje. I u nas się to sprawdza od sześciu lat z powodzeniem, z czego się bardzo cieszę.

Korzystając z okazji chciałbym także choć na chwilę wrócić do historii. Jak doszło do tego, że w 2001 roku zostałeś wokalistą Dżemu? Musiałeś się zastanawiać nad otrzymaną propozycją, czy też nie było jakiegokolwiek momentu zwątpienia i niepewności?

Poznałem sie z Dżemem juz wiele lat wcześniej, jeszcze za życia Ryska. Miałem wtedy własną kapelę, bardzo zbliżoną stylistycznie do Dżemu, Blues Forever. Występowaliśmy razem na kilku festiwalach i stąd znajomość z chłopakami, szczególnie z Jurkiem Styczyńskim, który przez kilka lat mieszkał nawet we Wrocławiu i spotykaliśmy sie często prywatnie. Po śmierci Ryśka nie startowałem w konkursie i to Jacek Dewódzki został wokalistą Dżemu, ale kiedy po paru latach ich koncepcje dalszego rozwoju zaczęły się rozjeżdżać w różnych kierunkach, Dżem zwrócił się do mnie z propozycją współpracy. Z racji tego, ze nagrywałem właśnie wtedy drugą solową płytę, decyzja była trudna, ale myślę, że słuszna. Wątpliwości oczywiście były, ale dość szybko minęły.

Obecnie podczas koncertów widzę z jakim entuzjazmem przyjmuje Cię publiczność, która doskonale bawi się zarówno przy starych hitach, jak i utworach z dwóch ostatnich krążków. Jestem ciekaw, czy od samego początku otoczony byłeś z ich strony taką sympatią i szacunkiem, czy też początki nie należały do łatwych?

Po Ryśku w zespole śpiewał Jacek, który otwarcie przyznawał sie do wcześniejszego braku zainteresowania Dżemem. Nie chcę przez to powiedzieć o nim nic złego, po prostu wychowywał sie na innej muzyce. Przychodząc na jego miejsce miałem na starcie 100 punktów na plus za znajomość tematu i drugie tyle za to, że do repertuaru Dżemu wróciły niemal wszystkie utwory z czasów Ryśka, w których Jacek nie czuł się zbyt dobrze.
I choć z drobnymi, niewiele istotnymi zgrzytami, ale mogę powiedzieć że moje wejście do Dżemu odbyło się bezboleśnie.

Jesteście razem z Jasiem Borzuckim najmłodszymi członkami Dżemu (choć w Twoim przypadku to już ponad 15 lat! Piękna karta w historii tego zespołu i polskiej muzyki). Jak oceniasz swoją współpracę z starszymi kolegami?

Praca z Dżemem to niezwykła szkoła życia, niesamowita szkoła muzyczna i przede wszystkim ogromny zaszczyt. Umówmy sie, obcowanie z tymi tekstami i z tą muzyką i w dodatku w ramach Tego Zespołu to marzenie niejednego młodego artysty. Jestem im bardzo wdzięczny za zaufanie jakim mnie obdarzyli zapraszając mnie w swoje szeregi.

Od samego początku nowego roku, pracujesz niezwykle intensywnie, płyta „Znaki”, jak i trasa koncertowa, solowa i z Dżemem. Czego mogę Ci życzyć na następne miesiące?

Wytrwałości w działaniu, pogody ducha, nieustającej energii i pięknych chwil. Bo w życiu, piękne są tylko chwile, nieprawdaż?

Prawda:). Dziękuję bardzo za wywiad i poświęcony czas. Cóż… do zobaczenia na jednym z najbliższych koncertów :)

Komentarze: