Margo (Moyra): "Chcielibyśmy kiedyś obudzić się i zobaczyć siebie w roli znanego zespołu"

Margo (Moyra): "Chcielibyśmy kiedyś obudzić się i zobaczyć siebie w roli znanego zespołu"

Zapraszamy na wywiad z młodym, obiecującym zespołem Moyra.

Michał Koch: Z jakimi przeszkodami musi walczyć młoda kapela na polskiej scenie?

Margo (wokal): Jest wiele przeszkód, z którymi walczymy: najczęściej jest to odbijanie się od ściany tam, gdzie próbujemy się dostać. Nieważne, jak dobrą muzykę stworzylibyśmy, gdy nie masz poplecznictwa typu - agencje koncertowe czy menager z kontaktami – nie przedostaniesz się na drugą stronę „barykady”. Całe szczęście szanse zawsze są - jest wielu organizatorów, którzy widzą w nas potencjał i zapraszają na festiwale czy koncerty. Jednak to dzięki ludziom (potencjalnym fanom) zaczyna się dziać wiele dobrych rzeczy i tak naprawdę dzięki nim może dojść do tego, że ktoś kiedyś zainteresuje się nami na szerszą skalę.

Jak możecie opisać Waszą muzykę? 

Margo: Miła dla ucha konkretnego odbiorcy (śmiech). Jest w niej sporo melodii, drapieżnych riffów i przede wszystkim energii – rzekłabym nawet – sportowej.Taki był zamiar i cel został osiągnięty. Myślę, że muzycznie na pewno trochę przekraczamy standardy grania w Polsce. Nie jest to typowe granie „polskiego metalu”, ale jest inspirowane twórczością wielu kapel ze Skandynawii czy Stanów.

Kacper (bas): Nasza muzyka łączy wpi***ol i melodie, idealne dla wszystkich fanów metalu, niezależnie czy ktoś słucha thrashu, death, heavy, black czy czegoś innego, każdy znajdzie coś dla siebie, od szybkich galopujących riffów, przez blasty i growle, kończąc na melodiach i harmoniach.

Karol: Melodyjny death metal z mocnym damskim wokalem, szybką perkusją i potężnymi gitarami.

Rafał: Muzyka, którą gramy niesie ze sobą spory przekaz emocjonalny. Na pewno nie da się jej jednoznacznie sklasyfikować, zamknąć w sztywnych ramach. Swoje inspiracje czerpiemy z różnych źródeł, nie mniej jednak głównym szlakiem, którym podążamy nieprzerwanie jest melodic death metal. Na nasze kompozycje składają się również motywy głęboko zakorzenione w thrash, power oraz modern metal, jednak z uwagi na ich charakter, konstrukcję gitarowych riffów, partii bębnów oraz potężny i drapieżny wokal zdecydowanie najbliżej nam do melodic death metal.

Nagrywacie swój kolejny materiał EP - opowiedzcie o nim!

Margo: Materiał będzie składał się z 4 utworów – „Circus Madness”, „Losing my Sanity”, „Wake the Power” oraz najnowszy „Ready! Aim and Fire”. Nowa płyta dość mocno różni się od poprzedniej, będzie na pewno bardziej energetyczna, kawałki będą ostrzejsze pod kątem riffów oraz stworzonych do nich wokali - przede wszystkim będzie przeważał growl, ale nie zabraknie również czystych partii. Taki mamy styl i trzymamy się go konsekwentnie! Klimat albumu to swego rodzaju oczyszczenie świadomości, przejście na inny poziom twórczości, dlatego też płyta została ochrzczona tytułem „Regenesis”. Teksty, jak zawsze, są pisane z doświadczeń, uczuć z danego momentu życia mojego lub obserwacji świata i ludzi. Natomiast, to co mnie cieszy to – to, że będą znakomite solówki, które stworzył Damian – dla mnie jest to jeden z lepszych gitarzystów w mieście, ma otwartą głowę do komponowania muzyki. Dokładnie wysłuchuje moich sugestii i dostosowuje pomysł do oczekiwań, dzięki temu pomysły na wokale sypią mi się jak z rękawa – taka współpraca bardzo dobrze działa. Jakość grania została podniesiona przez obecnych muzyków, ma miejsca na miałkość, Ci faceci wiedzą co mają robić i po prostu to robią.

Damian: Wiele kompozycji, które powstały wcześnie wymagały w moim odczuciu ulepszenia to tu, to tam, bądź od nowa wymyślenie refrenu jak w przypadku „Wake the Power”. W „Cirkus Madness” chyba za wiele nie zmieniliśmy, bo zawsze zamiatał jak trzeba!

Rafał: „Regenesis” to dużo bardziej energetyczne wydawnictwo od poprzedniego, czyli „Threads of Fate”. Jest ciężko i monumentalnie jak np. w „Wake the Power”, ale przeważają na niej kompozycje szybsze, bardziej mroczne i melodyjne, jakimi są; „Loosing my Sanity”, „Circus Madness” oraz „Ready! Aim and Fire”. W kwestii kompozycyjnej zwykle wygląda to tak, że w pierwszej kolejności powstają partie gitarowe i wokalne, z którymi się „osłuchuję” i do nich buduję swoje partie perkusji. Mam tutaj głównie na myśli pełne oddanie charakteru powstającego jeszcze utworu pod to, co mówi do mnie gitara i wokal, jeżeli już jest na tym etapie tworzenia.

MK: Kto stoi za poszczególnymi kompozycjami? Macie jakąś metodę na pisanie muzyki?  

Margo: Poszczególne kompozycje zostały stworzone ciut wcześniej oprócz „Ready! Aim and Fire”. Nad nimi siedziałam ja i ówczesny gitarzysta. Obecnie niektóre smaczki zostały diametralnie zmienione na moją prośbę przez Damiana. Ogólnie Damian przejął temat komponowania dla Moyry – oczywiście to też nie jest tak, że narzuca kawałki, on dokładnie wysłuchuje najpierw moich sugestii i na tej podstawie w jego głowie rodzi się szkielet utworu. Tekstami i linią melodyczną zajmuję się ja w całości. Po otrzymaniu danej kompozycji, każdy z muzyków może dorzucić swoją cegiełkę – jak np. Rafał, on układa lub ulepsza bębny do danej kompozycji.

Damian: Tak, wspomniany już „Ready! Aim and Fire” jest pierwszym napisanym przeze mnie utworem dla Moyry, lecz nie traktował bym go jako wyznacznik mówiący, że teraz tak będą wyglądać przyszłe kompozycje w zespole. Staram się zachować różnorodność materiału, wiec kto wie co powstanie w przyszłości? Zawsze wychodzi ze mnie to co akurat czuje pisząc muzykę. Może być tak, że podczas improwizacji palce same zagrają coś, co uznam za warte zapamiętania, albo usłyszę w głowie jakąś gotową melodię.

Jakie to uczucie grać dla fanów?

Margo: Tego się nie da opisać – śmieszne, ale ja wolę często zagrać koncert, niż wyjechać na wakacje, to daje mi więcej szczęścia i spełnienia niż cokolwiek innego… Po prostu kocham muzykę, kocham występy dla fanów i ludzi, którzy nas pierwszy raz zobaczyli i zostali. To jest chwila, którą ciężko opisać samymi słowami. To jest tak, jakbym przenosiła się w inny wymiar, jestem w 100% sobą, uwalniam swoje wszystkie emocje. Każdy artysta powie Ci, że to jest niesamowite uczucie, wręcz uzależniające. Ostatnio, gdy graliśmy na Pol’And’Rock i zagraliśmy dla tysięcy osób, endorfiny przepełniały nas jeszcze przez kolejne kilka tygodni!

Kacper: Wspaniałe! Pracujesz nad utworami długo, uczysz się, zmieniasz, na nowo uczysz, ogrywasz, po kilka godzin dziennie, później razem z zespołem robicie to samo na salce, aż w końcu prezentujecie to na koncercie publiczności, której się to podoba. Niesamowite uczucie! Dodatkowo uwielbiam jak jest mosh pod sceną - od razu lepiej się gra.

Karol: Dużo lepsze niż granie do pustej sali!(śmiech). Kiedy widzę zainteresowane oczy śledzące moje ruchy sceniczne, to mnie napędza i chcę dawać z siebie wszystko. Kontakt z publiką jest bardzo ważny, w szczególności z fanami zarówno podczas koncertów, jak i poza nimi. Oprócz tego, że świetnie się bawimy to odbiór ze strony fanów robi nam jeszcze większą frajdę, że jara ich to co nas. Fan jest w pewnym sensie jednostką napędową zespołu - im ich więcej tym bardziej nam chcę się grać, czujemy się silniejsi, pchają nas do działania.

Rafał: To jedyne w swoim rodzaju sprzężenie zwrotne, jakie zachodzi w relacji pomiędzy nami, a publicznością zgromadzoną na naszych koncertach. Istniejemy dla ludzi i dla nich gramy, tak w kilku słowach możemy streścić sens tego, co robimy. Zawsze rozpoczynając każdy kolejny koncert wyciągam do ludzi szeroko rozłożone ręce i macham do nich, aby zbliżyli się do nas, aby uczestniczyli z nami w tym co robimy dla tu i teraz. Kiedy widzisz reakcję zgromadzonych pod sceną ludzi na twoje gesty, muzykę, którą dla „Nich” grasz to czujesz się spełniony.

Opiszcie kto sprawił, że postanowiliście zainteresować się muzyką i założyć zespół?   

Margo: Jeśli masz na myśli inspiracje muzyczne to dawno temu, gdy miałam 13 lat wpadła mi w ręce kaseta Closterkeller, potem Kat i tak coraz więcej i więcej kapel z nurtu muzyki metalowej. Nie wiem dlaczego… Taką widocznie mam wrażliwość na muzykę, że akurat ten rodzaj przypadł mi do gustu. Inspiracje z wiekiem ewoluowały, a w momencie, gdy usłyszałam Arch Enemy – przepadłam. To było to w czym zakochałam się po uszy i po mimo, że przez lata nie mogłam trafić na odpowiednich muzyków i kapele to zawsze wiedziałam, że w końcu stworzę kapelę z gatunku melodic death metal i tak się stało. Po latach trudów, wzięłam sprawy w swoje ręce i założyłam Moyrę. To była najlepsza decyzja, patrząc z perspektywy czasu. Nie czuję się już zamknięta w pudełku i ograniczona artystycznie. Czuję wolność i robię to tak, jak chciałam – porządnie.

Kacper: Rodzice puścili mi kiedyś „Kill ‘em All” i „The Number of the Beast”, od razu wiedziałem, że chcę grać tak jak oni. Zacząłem od gitary klasycznej, ale topornie szło, w końcu przerzuciłem się na bas, gdzieś jak miałem 12-13 lat i tak gram sobie do teraz, a Burton i Harris dalej są moimi największymi wzorami, jeśli chodzi o grę.

Damian: Na podwórku przewijała się gitara, każdy albo prawie każdy osobnik płci męskiej w ekipie grał na gitarze, to i ja musiałem bo czemu niby miałem mieć trudniej… Tak samo było z założeniem pierwszego zespołu. Wszyscy lub prawie wszyscy w koło grali  w podwórkowych kapelkach, to i ja założę zespół. Poznałem raz w pubie pewnego gościa, który mi naściemniał, że gra na bębnach i umówiliśmy na próbę. Na miejscu w ogóle się nie zorientowałem, że gość za garami siedzi pierwszy raz życiu, bo sam z gitarą miałem do czynienia od niedawna. No i jakoś się to dalej podziało.

Karol: Muzyką zainteresowałem się sam, nie miałem jeszcze  nawet 10 lat, gdy wziąłem od mojej siostry odtwarzacz mp3 i znalazłem takie jak System Of a Down, Depeche Mode, Metallica czy Stratovarius. Jakiś czas później przejąłem  starą gitarę ojca, na której grał w kapeli i poznałem jej długą historię. Tak się zaczęła moja przygoda z muzyką, za którą wdzięczny jestem mojej rodzinie. Później zakładało się różne kapele ze znajomymi, bratem, kuzynkami - grało się z kim popadnie aż w końcu trafiłem na Moyrę.

Rafał: W moim domu rodzinnym od zawsze panowała muzyka. Ojciec mój po dzień dzisiejszy gra na instrumentach klawiszowych i śpiewa, mama także śpiewa na co dzień w domu, więc naturalną koleją losu było to, że w którymś momencie przykuje to moją uwagę i tak się stało. Pomimo tego, że swoją przygodę z muzyką rozpocząłem od grania na instrumentach klawiszowych, to z biegiem czasu coraz bardziej uzewnętrzniał się mój pociąg do grania na perkusji. Kiedy masz to w sobie to czujesz to, że masz chęci i predyspozycje do grania na ulubionym przez siebie instrumencie i tak właśnie było w moim przypadku.

Chcielibyście zagrać z jakimś znanym zespołem?  

Margo: W sumie to już gramy ze znanymi kapelami z Polski – Kat & Roman Kostrzewski czy Percival Schuttenbach, mieliśmy również przyjemność grać z Infected Rain. Nie mam większych preferencji, gdyż granie z każdą kapelą znaną jest wielkim zaszczytem dla nas. Aczkolwiek, chcielibyśmy kiedyś obudzić się i zobaczyć siebie w roli znanego zespołu. Do tego dążymy.

Kacper: No pewnie, kto by nie chciał! Najbardziej chyba z Rotting Christ i At the Gates.

Damian: Jakbyś się wcześniej znalazł w zespole, to jeden z tych zespołów już byś miał na koncie (śmiech). Nie byłbym chyba sobą oraz chyba nie istnieje wywiad,  w którym wziąłem udział żeby nie napisał, że z PANTERĄ! Jestem wielkim fanem tego zespołu i oczywiście nie spełnię już tego marzenia…

Karol: Zawszę myślałem w ten sposób żeby dążyć do bycia jak oni niż z nimi grać, ale jeśli miał bym podać jakieś konkretne nazwy to Behemoth, Gojira, Leprous . Z uwagi na nasz styl miło by było dzielić scenę z Arch Enemy, Jinjer, Once Human, In This Moment etc.

Rafał: Ja zdecydowanie przed Arch Enemy. Twórczość tego zespołu zawiera w sobie zawiera wszystko, co w moim odczuciu składa się na piękno muzyki metalowej. Mroczny i niepowtarzalny skandynawski klimat, przepełniony sporą dawką wpadających w ucho melodii, potężnym wokalem Alissy, przy udziale bardzo sprawnej sekcji rytmicznej.

Jak Moyra odnajduje się na polskim rynku muzycznym?

Margo: Cały czas się rozwija! Polski rynek nie należy do łatwych dla takiego gatunku muzycznego. Entuzjastów metalowych dźwięków  jest dużo i dla takich osób tworzymy. Jednak czasy zmieniły się dość mocno i trudniej jest wyciągnąć ludzi na koncerty oraz spodziewać się sukcesu na miarę już usytuowanych kapel. Gdybyśmy zostali docenieni za granicą to obraz naszego sukcesu w Polsce zmieniłby się. Mimo wszystko cały czas jesteśmy czynni muzycznie, koncertujemy, w mojej głowie cały czas rodzą się inne pomysły na marketing, ale to wciąż za mało. Najważniejsi są dla nas ludzie – fani, którzy widząc nas po raz pierwszy od razu kupują nas i zostają, śledzą poczynania i pojawiają się na koncertach. Dzisiaj kapela to nie tylko fajne dźwięki to przede wszystkim całość – wizerunek, umiejętności (to podstawa), charyzma i dużoooo ciężkiej pracy . Nikt nie zdaje sobie sprawy ile trzeba poświęcić czasu na pewne rzeczy.  Staram się ogarniać ten nasz „biznes” na tyle dobrze na ile jestem w stanie. Jestem wokalistką i założycielką, ale także menagerem, (chętnie przekażę te obowiązki komuś innemu!), księgową, a czasem i dobrą ciocią (śmiech). Mam wsparcie w chłopakach i każdy realizuje obowiązki – każdemu z nas zależy na wspólnym sukcesie. Istniejemy ponad 2 lata i możemy się pochwalić ciekawym dorobkiem, ale to wciąż za mało. Jeśli odpuścimy to szybko stracimy to, co budowało się przez ten czas.

Jak dużo ćwiczycie aby opanować swój materiał?

Margo: Ciężko powiedzieć, w zależności od czasu tyle ile się da. Pałker praktycznie, co drugi dzień jest na salce i szlifuje warsztat – to jest dla niego niczym siłownia, systematyczność to podstawa i dbanie o siebie przede wszystkim. Damian również – na tyle ile jest w stanie oderwać się od obowiązków domowych – trzyma w dłoniach gitarę. Każdy musi robić dużo więcej w domu – ponieważ z racji braku czasu i osób dojeżdżających spoza Wrocławia spotykamy się raz w tygodniu na próbach. Nie gramy koncertów, w których błędy będą dopuszczalne. Gramy dla ludzi wymagających i doskonale słuchających.

Damian: Aby opanować materiał na wyjściowo tzn. żeby wjechać z tym na koncert to myślę, że  z miesiąc ogrywania na próbach. Zależy oczywiście od utworu… Bywa bardziej lub mniej, ale szybciej się nie da. Zagrać czasem utwór można od ręki (tak np. nagrywam domowo w celach kompozycyjno-prezentacyjnych), ale żeby to zagrać przed ludźmi to musi wejść w krew, żeby można to było zagrać z zamkniętymi oczami. Opanowywanie materiału nie zajmuję wcale dużo czasu. Szlifowanie warsztatu to inna sprawa. W tej kwestii to już trzeba w latach liczyć…

Kacper: Zależy od utworu, zazwyczaj dzień, dwa, a potem ogrywanie razem z zespołem, aż będzie idealnie.

Karol: Na początku kiedy utwory są nowe lub długo ich nie grałem, muszę przynajmniej kilka razy w tygodniu powtórzyć sobie materiał. Kiedy jest dużo koncertów i prób, raz w tygodniu mi wystarcza. Oddzielenie ćwiczę trudniejsze partię i solówki zależnie od stopnia trudności, czasami nawet po kilka godzin dziennie

Rafał: Ja ćwiczę dużo więcej, niż faktycznie potrzebuję na opanowanie swoich partii perkusji. Zawsze gdzieś z tyłu głowy prześladuje mnie myśl, żeby zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby zagrać jak najlepiej. Każdorazowo podczas wizyty w salce ćwiczę cały materiał zespołu oraz rzeczy, które akurat wpadły mi w ucho i zainspirowały mnie w pewien sposób w danym momencie

Co czeka Was w przyszłości? 

Margo: Dobre pytanie! Moyra na pewno już wie (śmiech). Ona jest boginią przeznaczenia, a my tylko jej żołnierzami! Wszystko się może zdarzyć i nie zakładam, co będzie za chwile.

Niedaleka przyszłość wskazuje na to, że szykujemy się na trasę koncertową wraz z naszymi kumplami z Vane. Wiosna i lato szykują się pod kątem koncertów plenerowych, a na jesień omawiamy plany koncertowania w Czechach. Zobaczymy czy ten pomysł wypali.
Mam cichą nadzieję, że przyjdzie dzień, w którym powiem sobie – ok, mamy to!

Jeśli mielibyście opisać MOYRA w jednym zdaniu to jak by ono brzmiało?

Margo: Muzyczni drapieżcy wiedzący czego chcą!

Kacper: Grupka fajnych ludzi grających fajną muzykę.

Damian: Konretna ekipa, która chce coś osiągnąć.

Karol: Ludzie z ogromną pasją do muzyki.

Rafał: Bez względu na przeciwności losu podążaj za swoim przeznaczeniem, które czujesz w sobie, które daje o sobie znać, abyś nie przegrał własnego życia…

Komentarze: