"Naprawdę mocno się nakręciliśmy na kolejne koncerty"

"Naprawdę mocno się nakręciliśmy na kolejne koncerty"

Crimson Blue to młody zespół z Rosji, który stawia swe pierwsze kroki w świecie muzyki metalowej. Kapela, której liderką jest charyzmatyczna i piękna wokalistka Dani Hellström, podbiła już rynek rosyjski i niedawno ruszyła na podbój reszty Europy.

Pierwszą okazją do zaprezentowania się szerszej publiczności były wspólne występy z Tarją Turunen, którą to Crimson Blue supportował w trakcie jesiennej części jej trasy Colours In The Dark World Tour. W jej trakcie Tarja i Crimson Blue wystąpili w aż czterech miastach w Polsce – w Krakowie, Łodzi, Katowicach i Warszawie. Właśnie w stolicy naszego kraju spotkaliśmy się z całym zespołem, by porozmawiać o wydanym przez nich właśnie drugim albumie, „The Angelic Performance” i planach zawojowania świata muzyki.

W imieniu zespołu wypowiadali się Dani Hellström oraz gitarzyści – Andrew Nova i Lex Romano.

Jakie były okoliczności powstania Crimson Blue?

D: Spotkaliśmy się jakieś 5 lat temu w Moskwie – kilkoro młodych muzyków z różnymi doświadczeniami. Wszyscy graliśmy wcześniej w różnych zespołach, grających często bardzo odmienne rodzaje muzyki – chcieliśmy jednak razem stworzyć co unikatowego, coś, co byłoby zarazem ciężkie, melodyjne i piękne. To pragnienie wciąż nam przyświeca, mimo że w Crimson Blue przez te kilka lat nastąpiło wiele zmian. W składzie nastąpiło kilka rotacji, przeszliśmy też długą drogę w poszukiwaniu własnego stylu. W miejscu, do którego póki co dotarliśmy, bardzo nam się podoba!

Na waszej stronie internetowej opisujecie swoją muzykę jako „nu art metal”. Czy moglibyście opisać to własnymi słowami – bez szufladkowania?

D: Ujmując to w skrócie, powiedziałabym, że nasza twórczość – choć bardzo zróżnicowana – jest melodyjna, rytmiczna, ciężka i zarazem przepełniona emocjami.

Co stanowi waszą inspirację przy tworzeniu muzyki – w tym twórczość jakich innych, cenionych przez was artystów?

L: Do moich największych inspiracji zaliczyłbym twórczość takich kapel, jak choćby Dream Theather, po części Helloween, czy wiele zespołów z Ameryki Południowej, na czele z Angrą, Sepulturą czy nieco mniej może znanymi zespołami, jak Almah czy Hangar. No i trochę rosyjskiej muzyki, w tym Gorky Park.

D: Mnie z kolei bardzo inspiruje twórczość Pain of Salvation czy Opeth. Obie kapele są ze Szwecji. W ogóle podoba mi się język szwedzki – jest na swój sposób brutalny. Wracając zaś do kwestii muzyki – słucham dużo naprawdę różnej muzyki – czasami jest tak, że spodoba ci się coś w czyjejś twórczości w takim stopniu, że wzbudza bardzo silne emocje i inspiruje cię do napisania czegoś, co będzie oddziaływało w podobny sposób.

W ogóle mam wrażenie, że macie dużą słabość nie tylko do Szwecji, ale i całej Skandynawii – co widać w waszej twórczości choćby w piosence zatytułowanej „Iceland”?

D: Tak, zdecydowanie. „Iceland” jest w ogóle pierwszą piosenką, którą nagraliśmy jako Crimson Blue. Na potrzeby albumu trzeba było ją skrócić do 5 minut, ale początkowo była o wiele dłuższa  – miała jakieś 15 minut i była bardzo progresywna – posiadała kilka różnych, wydzielonych fragmentów mieszających różne style muzyki.

Wasz pierwszy album, „Innocence”, został wydany 3 lata temu. Teraz w sklepach pojawiła się druga wasza kolejna płyta, „The Angelic Performance”. Jak porównalibyście obie płyty? Czym różni się wasze najnowsze dzieło od debiutu?

D: Każdy oceni to pewnie inaczej, ale moim zdaniem nowy album jest znacznie dojrzalszy od pierwszego. Dużo pracowaliśmy i myśleliśmy nad tym, jak uczynić tą płytę udaną. Bardzo zależało nam na tym, by wszystko wyszło jak najlepiej. Wydaje mi się, że udało nam się stworzyć głęboki, emocjonalny, w dużej mierze bardzo osobisty album.

W trakcie koncertu odniosłem wrażenie, że dużo z nowych piosenek to ballady…

D: Tak naprawdę są tylko dwie lub trzy ballady. Większość z pozostałych utworów to dużo szybsze, mocne kawałki – jeden z nich gramy na koncertach w wersji akustycznej, i tak też było dzisiaj. Ogólnie „The Angelic Performance” jest niemalże taneczną płytą (śmiech wszystkich członków zespołu).

Obecnie jesteście w trasie z Tarją jako jej support.

D: Tak, to niesamowita przygoda i zarazem ciężka praca. Dla nas jest to bardzo ekscytujące doświadczenie, nieco szalone…

A: Nie powiedziałbym, że szalone – to raczej pokaz pełnego profesjonalizmu.

D: Zdecydowanie! To nasza pierwsza trasa w takiej roli – do tej pory występowaliśmy przed wielkimi artystami, w tym Tarją i Pain of Salvation, ale jedynie w roli lokalnych zespołów. Teraz, jeżdżąc z Tarją po całej Europie, mamy mnóstwo okazji by się uczyć nowych rzeczy. Pierwsze nasze występy na tej trasie w roli supportu Tarji były w całości akustyczne. Otrzymywaliśmy mnóstwo wsparcia od publiczności, ale kiedy wchodziła Tarja, następowała prawdziwa eksplozja emocji. Przyglądając się z boku jej występom, można się nauczyć jak współpracować z publicznością i członkami ekipy, by koncert był naprawdę perfekcyjny.

Zauważyłem, że już teraz macie świetny kontakt z publicznością.

D: Publiczność na większości koncertów jest naprawdę niesamowita. Gdy po raz pierwszy miałam zagrać poza Rosją – na tej trasie, w Grecji – byłam lekko zestresowana. W głowie miałam myśli, że oni będą nas słuchać i oceniać, i wyrażać te wszystkie emocje, ale ich reakcja przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Otrzymaliśmy niewiarygodne wręcz wsparcie, mnóstwo pozytywnej energii. Naprawdę mocno się nakręciliśmy na kolejne koncerty.

A: Byliśmy trochę poddenerwowani na początku trasy. Zaczęliśmy ją od sześciu koncertów, które były w całości akustyczne, bo był pewien problem, którego nie mogliśmy tak od razu przezwyciężyć. To był swoisty eksperyment – graliśmy w zaledwie trzyosobowym składzie. Niektórzy mówili, że to trochę szalone, że ludziom nie spodoba się całkowicie akustyczny występ. Jednak publiczność już od pierwszego naszego występu przyjęła nas wspaniale. W Bułgarii i w Serbii to już była prawdziwa eksplozja – bawili się z nami cały czas. Było mnóstwo śmiechu i wzruszeń! To było naprawdę niespodziewane.

D: Ten koncert w Serbii był naprawdę wyjątkowy. Już po pierwszej piosence ludzie zaczęli głośno krzyczeć i klaskać. Zapowiedziałam kolejny utwór – którego nie mogli znać, bo był z nowej płyty – a oni bardzo żywiołowo zaczęli się domagać, byśmy go zagrali. A kiedy zagraliśmy cover kawałka Evanescence, cała sala śpiewała z nami – w zasadzie, to byli o wiele głośniejsi, niż my sami. Szaleni południowcy! W Polsce jest bardzo podobnie – od pierwszego koncertu tutaj, w Krakowie, byliśmy bardzo ciepło przyjmowani. Podobnie jak w Serbii, w Polsce publiczność też śpiewa z nami, a po koncertach jesteśmy proszeni o autografy na biletach i pamiątkowe fotki. To naprawdę bardzo miłe.

Jakie są wasze dalsze plany?

D: Mamy dużo planów. Już teraz tworzymy materiał na kolejny album – chcemy tym razem, by był to bardziej symfoniczny metal, nieco prostszy niż na najnowszej płycie – więc proces tworzenia nie powinien być aż tak skomplikowany i długi, jak ostatnio. A potem koncerty, kolejne nagrania, nowe kontrakty, koncerty, koncerty, i jeszcze raz koncerty…

Macie w planach swoje własne, światowe tournée?

D: Pewnie! (śmiech…)

A: Może Polska będzie pierwsza…

D: Nie, najpierw ruszymy na Mińsk, potem do Polski, a potem udamy się… oczywiście na północ, aż do samej Islandii!

---

https://www.facebook.com/crimsonblueband
http://www.lastfm.ru/music/Crimson+Blue

Komentarze: