Jafia: Kosmiczna nawigacja

Jafia: Kosmiczna nawigacja

Jafia to jeden z najważniejszych zespołów reggae w naszym kraju. Jego pozycję potwierdza najnowszy album „Ka ra va na”, na którym grupa sięgnęła także po inne gatunki muzyczne. O źródłach tej ewolucji, współpracy z Kayah i … jeszcze paru innych sprawach porozmawialiśmy z liderem Jafii – Dawidem Portaszem.

Dlaczego z nazwy zespołu zniknęło słowo „namuel”? Parę kapel zmieniało styl, nawet radykalnie, a nazwa zostawała...

U nas styl się nie zmienił, sięgnęliśmy jedynie nieco głębiej do korzeni a nazwa została, tylko troszkę skrócona. Muzyka to energia, zawsze była, jest i będzie a stylistyka podobnie jak moda sezonowa są wymysłami człowieka. Skrócenie nazwy porównuję do odłączenia silników nośnych wahadłowca i poddanie się kosmicznej nawigacji. Dlatego też i w muzyce chcemy odciąć się od jakiejkolwiek stylistyki i skoncentrować na źródłowej energii.

Długo namawiałeś Kayah do zaśpiewania na płycie? Jak wspominasz jej udział w sesji?

Kayah to wybitna postać, przede wszystkim wspaniały głos i ona w zasadzie już nic nie musi, co najwyżej może, jeśli chce. W przypadku naszej współpracy chciała. Po przesłuchaniu piosenki
odpowiedziała przychylnie i zaprosiliśmy ją do studia S4 w Warszawie. Bardzo się z tego cieszę, bo moim zdaniem Kayah idealnie pasuje do tej pieśni. Praca w studio to była niesamowita przyjemność. Podoba mi się jej sposób obcowania z muzyką. Było profesjonalnie - przed
świątecznie, miło i wesoło a w tak zwanym międzyczasie, nagraliśmy piosenkę. Pracował jedynie Wojtek Przybylski, my się bawiliśmy, rozmawialiśmy i w pewnym momencie Kayah wyszła na krótką chwilę by zaśpiewać. Tak to było, nie inaczej.


Kiedy zaczęła się twoja fascynacja muzyką gospel? Widziałbyś w przyszłości cały materiał Jafii w takich klimatach?

Ja uległem fascynacji mojego taty, to on fascynował się gospel a ja bylem mimowolnym słuchaczem. Z czasem okazało się, że to czym człowiek nasiąknie w dzieciństwie może mieć wpływ na resztę jego życia. Muzyka gospel to jest długi rozdział w moim życiu. Z Tomkiem Koźlarkiem (bas) i z Mirkiem (perkusja) prowadziliśmy gospel service w kościele
protestanckim przed laty. Tak właśnie polubiliśmy wspólne granie.
Najważniejszym elementem w tej muzyce, elementem który nadaje jej wielką moc, jest
umiejętność grania z wewnątrz, nazwijmy to z ducha. Nie ty tu się liczysz i twoje muzyczne popisy ale jest coś ważniejszego, jest przesłanie. To nadal mnie urzeka w muzyce gospel
ale jak wcześniej wspomniałem, my chcemy odciąć się od jakiejkolwiek stylistyki. Nie widzę w przyszłości całego materiału Jafii w tych klimatach. Widzę coś zupełnie innego i ciekawi mnie co widza moi koledzy, bo wydaje mi się, że jak to połączymy, może być całkiem ciekawie.


„Your Happiness”, „Mama” czy „Powstanie” to kawałki mocno przesiąknięte twórczością Marley'a. Pokłosie nagrywania w słynnym Tuff Gong i koncertowej płyty, na której zmierzyliście się z jego klasykami?


Określiłbym to raczej jako część tego samego obrazka który od dwudziestu lat maluje. Na pewne rzeczy nie masz wielkiego wpływu, masz taki charakter pisma jaki masz, masz taki sposób zdzierania butów jaki masz i masz taki sposób wyrażania siebie jaki masz.
Nikt z nas przecież nie zastanawia się nad tym, czy by nie zrobić piosenki podobnej do jakiejś tam poprzedniej. Podobieństwa wynikają z indywidualnego poczucia estetyki. Ja uważam, że każdy ma swój własny, niepowtarzalny rytm i z niego wszystko wynika. Piosenki, które wymieniłeś są równie przesiąknięte twórczością Marley'a jak i wszystkie inne. Nawet gospelowskie "Sons
And Daughters" jest przesiąknięte Marley'em. Cała twórczość Bena Harpera jest przesiąknięta Marley'em, Patrice przesiąknięty Marley'em, Groundation, i wiele wiele innych po całości przesiąknięci są Marley'em. Tylko co to znaczy przesiąknięty Marley'em, bo jak dla mnie chodzi tu o czerpanie z tego samego źródła i przesiąkanie jego wodami. Na płycie "Ka Ra Va Na" chciałem pokazać takie wpływy, z których czerpał sam Marley. Ben Harper tez niejednokrotnie odwołuje się do tej dawnej stylistyki, Wyclef Jean to robi, Prince, Lenny Kravitz. "Sons And
Daughters", "Rescue Chair" i "Ka Ra Va Na" są tego przykładem.


„Mama” to najważniejszy utwór na płycie?


Najważniejsze jest wszystko, bez czego nie może istnieć cała reszta. Bez mojej mamy nie byłoby tej piosenki i z oczywistych powodów nie byłoby również tej płyty.


„Ka ra va na” ukazała się nakładem dużego koncernu. Nie było prób nacisków na repertuar?


Nie było żadnych nacisków, mamy ze strony wydawcy pełną swobodę twórczą jak i swobodę decydowania o tym, z kim chcemy współpracować. Pewne rzeczy są nam polecane, sugerowane, ale nie narzucane. Wiem, że istnieje wiele mitów na temat dużych wytwórni, że zawsze
wiąże się to z pewnym kompromisem artystycznym, z utratą wolności twórczej itp. ale ja na dzień dzisiejszy niczego takiego nie doświadczyłem. Czuję, że mamy ze strony firmy odpowiednie wsparcie i oby tak dalej.


Nowy album będzie również dostępny poza polską?


Będzie dostępny na całym świecie. W dzisiejszych czasach nie jest to już żadnym problemem by udostępnić płytę na świat. Problemem jest zainteresować ludzi z całego świata albumem, który nie ma międzynarodowej premiery i promocyjnej, międzynarodowej trasy koncertowej. To są dopiero tematy, które najtrudniej zgłębić na tak bardzo przepełnionej scenie muzycznej świata.


W latach dziewięćdziesiątych graliście ponad sto koncertów rocznie. Wynik możliwy do powtórzenia dla reggae'owego zespołu - nie licząc Bednarka - w dzisiejszych czasach?


Dlaczego nie licząc Bednarka? Bednarek tylko potwierdza to, co zawsze twierdziłem i twierdzić będę - wszystko jest możliwe.

Komentarze: