The Freuders: "Freud uknułby dodatkową wiekopomną teorię, gdyby miał okazję nas usłyszeć!"

The Freuders: "Freud uknułby dodatkową wiekopomną teorię, gdyby miał okazję nas usłyszeć!"

Coraz śmielej poczynający sobie na polskiej scenie alternatywnej warszawski zespół The Freuders wydał niedawno swój pierwszy długogrający album, zatytułowany „7/7“. Trzej członkowie grupy – Jacek „Lodi“ Piątkowski, Olek Adamski oraz Maciek Witkowski między innymi o procesie powstawania tej płyty, swych inspiracjach i dalszych planach zespołu opowiadają w wywiadzie udzielonym specjalnie dla Wyspa.fm.

Mateusz M. Godoń: Na początek proste pytanie: w jakich okolicznościach powstał zespół?

OA: Jak powszechnie wiadomo na początku był chaos. Później Tymek poznał Maćka - typowa historia o kumplach z jednej ławki pragnących tworzyć muzykę.  Gdzieś po drodze przygarnęli mnie pod swoje skrzydła. A reszta jest już znaną historią ☺

Skąd się wzięła nazwa zespołu? Czy ma coś wspólnego ze słynnym Zygmuntem Freudem? ☺

OA: Możemy zdradzić tylko tyle, że Freud z pewnością uknułby dodatkową wiekopomną teorię gdyby miał okazję nas usłyszeć. 

Od nagrania Waszej EPki "Hikikomori" do premiery albumu "7/7" upłynęły 4 lata. Co porabialiście przez te 4 lata?

OA: Nie bedzie przesadą jeśli zasugeruje, że pytanie powinno brzmieć: „czego nie robiliśmy?“, żeby było nam łatwiej wymieniać, serio. Głównie szlifowaliśmy utwory i knuliśmy. Z resztą odkąd pamiętam zawsze wychodziliśmy z założenia, że mogło być i może być lepiej jeśli chodzi o jakość naszej muzyki. Dlatego i tak jestem zaskoczony, że to tylko cztery lata ☺

Jak bardzo zmieniła się Wasza muzyka w tym czasie?

OA: To chyba pytanie do naszych słuchaczy. Od siebie mogę dodać, że nie przerabialiśmy tylko gospel, folku i ekstremalnego metalu.

Skąd pomysł, by Wasz pierwszy długogrający album podzielić na 2 części?

JP:chyba sam pomysł na podzielenie był rodzajem przypadku. Ważniejsze są chyba następstwa tego ruchu jak np. Budowanie pewnego konceptu na drugiej płycie jak i atmosfery z pierwszej płyty płynnie przechodzące do drugiej płyty. Napewno wykonanie tak płyty dużo nas nauczyło i sprawiło dużo frajdy. Z mojej strony tak samo dużo jak przy nagrywaniu samych kawałków.

OA: Podzielenie albumu na dwie części było naturalną konsekwencją chęci wypuszczenia w świat takiej ilości tak różnorodnego materiału. Nie z zachłanności a ze szczerej chęci chcieliśmy na ‚dzień dobry‘ poczęstować odbiorców naszymi skrajnościami a naprawdę ciężko słuchałoby się takiej mieszanki z jednego nośnika. Te dwie płyty to dwa różne światy chociaż obie wydane pod tym samym szyldem. Pokorna spójność dwupłytówek jest już oklepana – bardzo w naszym stylu chcieliśmy włożyć kij w mrowisko.

Gdzie pracowało Wam się lepiej - w zaciszu "wiejskiego domku" czy w studiu?

OA: Zdecydowanie w wiejskim domku. W studio ciężko mi się skupić szczególnie jeśli sesje nagraniowe odbywają się „po godzinach“.

JP: To zależy czego się potrzebuje. Napewno przewagą wsi jest cisza i spokój (bardziej odczuwalne, gdyby nie fakt, że każdy z nas jest przyczepiony do telefonu i komputera) – siedzisz tak naprawdę cały czas nad materiałem i próbujesz go rozwinąć. Sam uważam, że nagrywanie na działce miałoby większy sens przy nagrywaniu przez miesiąc, a nie tydzień. Tak naprawdę wtedy moglibyśmy odczuć tę wieś na naszej płycie. W przypadku studia – no cóż, jak to praca w studiu – fajnie, ale bywa irytująco. Wtedy pałki latają i człowiek próbuje znaleźć chwilę spokoju.

MW: Zdecydowanie w wiejskim domku. Można było się odciąć i zająć tylko tym.

Z jakiego utworu, jaki do tej pory nagraliście, jesteście dumni najbardziej i dlaczego?

JP: Napewno dumny jestem z całej płyty – zarówno z tego, jak brzmi i jak wygląda. Natomiast numerem (a raczej numerami) jeden są obie części Anamnesis. Z mojej strony to było coś co zawsze chciałem zrobić. Lubię elektronikę tak samo jak rock więc możliwość połączenia tego sprawiło mi dużo satysfakcji i tu wielkie 5! Dla Maćka za wyjście z tym pomysłem.

OA: Podpisuje się pod ukłonem w stronę Anamnesis, chociaż tylko II części. Podczas rejestrowania tego numeru wpadło mi do głowy kilka fajnych pomysłów, które finalnie zamknęły się w pięciu dodatkowych ścieżkach gitarowych, m. in. tej z wykorzystaniem elektronicznego smyczka do gitary. Sam jako słuchacz uwielbiam galaktyczną przestrzeń dźwiękową w kompozycjach i chyba udało się nam osiągnąć to właśnie w przypadku Anamnesis II.

MW: Jeśli chodzi o kawałki Anamnesis I i II, to jestem bardzo szczęśliwy, że w momencie, gdy przyniosłem elektronikę na próbę i puściłem chłopakom, to się bardzo zajarali, a nie spojrzeli na mnie jak na idiotę ☺
Jeśli chodzi o kawałek, z którego jestem najbardziej dumny, to tego jedynego nie jestem w stanie wskazać. Z racji tego, jak ostatecznie brzmią kawałki z pierwszej płyty i jakie smaczki realizatorskie są tam ukryte, to większośc tych kawałków napawa mnie dumą. Natomiast naprawdę dumny jestem z Final Quest – z tego, że kawałek powstał, ale nie do końca z tego jak brzmi. Tego typu utwory – długie, z motywem przewodnim, z chwilą dla każdego instrumentu – zawsze bardzo mnie ruszają.

Jakie są Wasze muzyczne inspiracje?

JP: Najróżniejsze. Nie zamykam się na żaden gatunek , chyba że ma wpisane POLO w nazwie – wtedy zmieniam płytę. Wpływ na to jak gram ma muzyka, którą właśnie słucham i z czym mi się kojarzy to co chłopaki grają. W ostatnim czasie przechodziłem od Modest Mouse przez Shigeto po Jungle i Drum ‘n Base. Chyba na tym polega zabawa z muzyką. Łącz wszystko jak tylko się da.

OA: Te najbardziej fundamentalne to chociażby Red Hot Chili Peppers, których wytykają nam w każdej recenzji ☺ Do najświeższych zajawek pędzących w moim odtwarzaczu zaliczam jazz – od ilości dźwięków zawartych w tej muzyce naprawdę puchnie mi głowa!

Co macie w planach na najbliższe miesiące i kiedy możemy spodziewać się Waszej kolejnej płyty?

JP: Chyba za wcześnie na rozmawianie na temat następnej płyty, skoro dopiero co wydaliśmy jedną, a nawet dwie. Narazie trzeba się skupić na zaplanowaniu jakiejś trasy promocyjnej i ogólnie promocją płyty. Dopiero po tym wszystkim zaczniemy intensywniej myśleć o kolejnej płycie. Co nie znaczy, że nie powstają teraz nowe kawałki!

OA: Jesteśmy typem zespołu, który permanentnie wygląda przed siebie, więc naturalną koleją rzeczy jest kolejna płyta. Tak samo jak koncerty, których jesteśmy głodni. Apetyt rośnie w miarę jedzenia więc jedno jest pewne – w takiej czy innej formie nie damy o sobie zapomnieć.

Komentarze: